Formacja trójkąta

Ginie prezes warszawskiej giełdy, skonfliktowany z maklerami i ministrem skarbu finansista, którego pozbawiono stanowiska za rzekome nieetyczne działania i erotyczne ekscesy. Zagadkę jego śmierci i tajemniczych machinacji finansowych próbuje rozwikłać trójka bohaterów: początkujący dziennikarz „Expressu Finansowego”, niepokorna agentka ABW i porywczy policjant. Gdy natrafiają na ślad niezwykle groźnych bandytów działających w najwyższych kręgach polskiej polityki i wielkiego biznesu, polujący stają się zwierzyną...

"Formacja trójkąta" to skandalizująca powieść z dużą dawką emocji i erotyki, ostrą krytyką społeczno-polityczną oraz wieloma nawiązaniami do współczesnych afer.


Wyrok

Dziennikarz Jakub Zimny ujawnia podejrzane transakcje Andreasa Holdnera, światowej sławy maklera działającego w Polsce. Nie przeczuwa, że uruchomi tym samym lawinę wydarzeń prowadzących do prawdziwego dziennikarskiego tematu życia: wielkiej afery finansowej, ze zorganizowaną przestępczością w tle, zabójstwami i korupcją na szczytach władzy. Zimny wejdzie w konflikt z wpływowym biznesmenem i znajdzie się na celowniku zawodowego zabójcy. W tym samym czasie w Krakowie ginie księgowa renomowanego domu maklerskiego, a zbrodnię upozorowano na wzór znanego przed laty seryjnego mordercy Karola Kota...


Księga kłamców

Wciągająca opowieść o miłości, strachu, zbrodni i ryzykownej pasji tworzenia, która na trwałe zapisze się w waszych sercach, umysłach i duszach. Jeśli tylko je macie…

Czystą miłość Iny i Bastiana czeka ostateczna próba. Gdy przypadek rzuca młodych kochanków w ramiona genialnej kobiety-modliszki i jej tajemniczych opowieści, tylko demony mogą się nad nimi zlitować.

Demony jednak rzadko bywają litościwe, za to uwielbiają gry i zabawy, w których makabra jest najlepszym środkiem płatniczym.

Prawda i fałsz, surrealistyczne wizje, wirtuozeria wyobraźni i niesamowite sploty zdarzeń sprawią, że poczujecie, co siedzi w głowie każdego artysty.


Asurito Sagishi

Polityczno-sensacyjny komiks znanego rysownika Tadeusza Raczkiewicza na podstawie powieści Mariusza Zielke o tym samym tytule. Prywatny detektyw i jego piękne pomocnice w starciu z dwoma wyjątkowo groźnymi gangami oraz demonicznym terrorystą-filozofem. Czarny humor, służby specjalne, WSI, mafia, seks, wybory prezydenckie i zaskakujące zakończenie. Polska rzeczywistość w krzywym zwierciadle.

UWAGA: Komiks zawiera inne rozwiązania fabularne i wyjaśnienie intrygi niż powieść „Asurito Sagishi”. Zaskakujące zakończenie w obu przypadkach gwarantowane.


Wyspa dla dwojga i inne historie o miłości i zbrodni

Niezwykły zbiór nowel, które łączy tajemnica, obsesja, miłość i zbrodnia.

Serge jest przedsiębiorcą o ponurej przeszłości, którego pokrętny los nauczył czym jest miłość i ten sam los próbował mu ją odebrać. Zimna Anna skrywa tajemnicę mroczniejszą niż myśli więziennego strażnika Jonasza. Jan na bezludnej wyspie odkrywa miłość do żony i posępne sekrety ich związku. Słodka Mi kusi krwawego dyktatora Mambako, ale ten ukojenie znajduje dopiero w muzyce. Wszystkie te wciągające opowieści łączy mistycyzm, humor i napięcie.


Asurito Sagishi. Cnotliwy aferzysta

Mocna, szybka, pełna akcji i czarnego humoru powieść o współczesnej Polsce. Bohater, detektyw o brudnych myślach, lecz gołębim sercu, naraża się tajemniczemu terroryście, gangom, służbom specjalnym, podejrzanym biznesmenom, a nawet samemu prezydentowi uwikłanemu w romans z gwiazdą pop. Gdy z rąk brutalnych zabójców ginie jego klientka, wpada w wir wydarzeń, w których z pozoru nic do siebie nie pasuje... „Asurito Sagishi” to nie tylko sensacyjna groteska, ale także znakomita diagnoza naszej rzeczywistości. Misternie skonstruowana, pomysłowa i oryginalna.

"James Bond wyreżyserowany przez Davida Lyncha, napisany przez Monty Pythona pospołu z Eduardo Mendozą nie byłby bardziej osobliwy niż ta książka. Tempo akcji wbija czytelnika w fotel, bohaterowie co chwila wpadają w pułapki nieprawdopodobieństwa, fabuła aż trzeszczy w szwach. Ale najdziwniejsze w tym wszystkim jest, że ta książka pokazuje równocześnie prawdę o otaczającym nas świecie." - fragment jednej z recenzji.


Afera pedofilska przy produkcjach dla TVP i Polsatu

Podczas realizacji muzycznych programów dziecięcych dla dwóch największych stacji telewizyjnych w Polsce przez wiele lat dochodziło do aktów pedofilii i molestowania dziewczynek – twierdzą po latach uczestniczki. Trudno oszacować liczbę ofiar, może być ich bardzo dużo.

Telewizje mają narzędzia, żeby skutecznie i rzetelnie wyjaśnić sprawę. Wtedy dowiemy się, czy ofiary mówią prawdę i czy jest ich więcej.

Ofiary twierdzą, że przypadki pedofilii miały miejsce przy realizacji programów "Tęczowy Music Box" (był emitowany w TVP) i "Co jest grane?" (emisja w Polsacie) oraz przy organizacji wielu koncertów i występów zespołu muzycznego "Tęcza". Dziewczynki miały być też gwałcone w siedzibie fundacji finansującej działania zespołu i wspierającej dzieci uzdolnione muzycznie, domu znanego artysty (gdzie miały być zamykane na noc w piwnicy), w samochodzie sprawcy oraz siedzibie jednego z najważniejszych polskich stowarzyszeń muzycznych.

"Słyszałam o tych zarzutach, ale nie przypuszczałam... trudno mi je zrozumieć. Dlaczego dzieci nie zgłaszały tego rodzicom? Nie miałam żadnych sygnałów. Ja mogę tylko powiedzieć, że niczego nie dostrzegłam, nie zauważyłam żadnych symptomów. Nie wierzę w te oskarżenia. Zaprzeczam też stanowczo, że mogło dochodzić do tego w siedzibie fundacji, nikt nie zamykał dzieci w piwnicy. Przewijało się tu setki dzieci, ale nigdy nie zostawały na noc" - usłyszałem od osoby zarządzającej fundacją.

 

Według moich informacji są co najmniej trzy ofiary. Dwie zdecydowały się zeznawać, trzecia odmawia, mimo moich usilnych próśb, by zgłosiła się do prokuratury. Skala może być znacznie większa, gdyż oskarżany artysta pracował z setkami dzieci. Jeśli więc kobiety oskarżające mężczyznę nie kłamią (a jest to niezwykle mało prawdopodobne), możemy mieć do czynienia z największą aferą pedofilską w środowisku artystycznym w Polsce. Dowody na winę sprawcy widziałem osobiście i moim zdaniem są niepodważalne, dodatkowo niezwykle wstrząsające. To nie tylko wyznania ofiar, ale też nagrania. Staram się zbadać całą sprawę, próbowałem namówić do tego innych dziennikarzy, ale niestety bez skutku.

Oskarżany to osoba bardzo znana w show-biznesie, muzyk dużej klasy, wpływowy i rozpoznawalny także na świecie. Ujawnienie jego nazwiska będzie szokiem dla całego środowiska oraz zatrudniających go stacji i instytucji. W części przypadków osoby dorosłe wiedziały, że „coś nie tak” było w relacjach ww. autorytetu z dziećmi, jednak na to nie reagowano. Próbuję ustalić, czy do telewizji zgłaszano doniesienia o molestowaniu, czy docierały sygnały o możliwych nadużyciach, czy władze stacji mogły jakoś na to zareagować.

Według wyznań ofiar, przestępca był wyjątkowo przebiegły i dobrze zorganizowany. Na swoje cele wybierał osamotnione i zagubione dziewczynki z niepełnych rodzin, zyskiwał zaufanie rodziców, osaczał dzieci i dopiero potem dopuszczał się czynów zabronionych, molestując dziewczynki przez wiele lat, a potem utrzymując nad nimi kontrolę, pomagając w karierze lub przekupując, żeby nie zgłaszały przestępstw.

Według moich informacji, od dłuższego czasu próbuje w panice przekonać ofiary do milczenia, oferując im nawet po kilkaset tysięcy złotych w zamian za podpisanie zobowiązań o poufności.

Wszystkie ofiary zostały potwornie skrzywdzone, przeżywają traumę i choć to nie one są winne, tak właśnie się czują. Jedna z nich została luksusową damą do towarzystwa, ma ogromne problemy psychologiczne. Zgłosiła się do mnie jako do ghostwritera, opowiadając swoją historię, ale absolutnie zabraniając ujawnienia personaliów jej, klientów czy omawianego pedofila.

Przez ponad rok próbowałem zainteresować tym tematem dziennikarzy i wydawców. Niestety z kolejnych wydawnictw odchodziłem z kwitkiem. Wszyscy radzili mi, żebym sobie odpuścił, żebym nie wkładał kija w mrowisko, bo sobie zaszkodzę. Nikt mi nie chciał pomóc.

Nie mogłem jednak tego tematu odpuścić. Uważam, że takie rzeczy trzeba nagłaśniać, żeby dać szansę innym potencjalnym ofiarom na zgłoszenie sprawy. Ofiary nie wiedząc o sobie, myślą, że są jedyne, czują się winne, nie zdają sobie sprawy z możliwej dużej skali zjawiska. Nie da się tego zbadać bez rzetelnego śledztwa i nagłośnienia sprawy. Dlatego spisałem tę historię w kilku wersjach, licząc na to, że inne ofiary pedofila się ujawnią. Tak powstała książka „Bejbi, historia dziewczyny klasy premium”, w której pierwsza część poświęcona jest molestowaniu bohaterki przez opiekuna-artystę zwanego Koneserem. Napisałem go tak, żeby żadna osoba postronna nie była w stanie rozpoznać sprawcy (celowo robiąc kilka przekłamań), ale żeby był rozpoznawalny dla ofiar. Liczyłem, że może dzięki temu odważą się opowiedzieć o przestępstwach, zgłoszą je do mnie lub prokuratury. Myślałem, że taki projekt zainteresuje wydawców, że zrozumieją jego społeczny wymiar. Niestety bardzo się pomyliłem. Książka miała zostać wydana wiosną przez duże wydawnictwo, ale w ostatniej chwili oficyna się wycofała twierdząc, że nie stać jej na ryzyko procesów.

Szukałem nowego wydawcy, w końcu udało się doprowadzić do publikacji, książka dostępna jest w księgarniach i mam nadzieję, że wywoła efekt zainteresowania procederem wykorzystywania kobiet przy negocjacjach biznesowych oraz pedofilii przy realizacji programów z dziećmi.

Temat jest bardzo trudny, bo bez zgody ofiar nie mogę ujawnić szczegółów. To jest podobna sytuacja, jaka miała miejsce przy sprawie molestowania w telewizji przez znanego prezentera. Trudniejsza, bo chodzi o dzieci oraz zdecydowanie bardziej drastyczna.

W trakcie prac nad tą książką zupełnie przypadkiem trafiłem na doniesienia o innych możliwych przestępstwach pedofilii wśród artystów, w tym o płaceniu ogromnych pieniędzy za milczenie, stąd nabrałem pewności, że nie mogę tego tak zostawić. Dziewczyny (i chłopcy), podejrzewam, że jest Was znacznie więcej. Zacznijcie o tym mówić, nie pozwólcie, by sprawcy czuli się bezkarni, dziś, po świetnej pracy Tomka Sekielskiego i jego „Tylko nie mów nikomu” da się wyjaśnić każdą taką sprawę. Zapewniam pełną anonimowość i bezpieczeństwo, jeśli zdecydujecie się ze mną porozmawiać. To nie wy jesteście winne tylko sprawca!

Nazywam się Mariusz Zielke i jestem autorem książek opartych na faktach, czasem piszę też książki dla innych jako ghostwriter. Stąd przychodzą do mnie różni ludzie i opowiadają swoje niezwykłe historie. Czasem trudno w nie uwierzyć, ale ja potrafię ocenić dowody i wiarygodność osób i akurat w tym przypadku mam 100-proc. pewności, że zarzuty w stosunku do pedofila są prawdziwe. Kładę na szali całą swoją reputację. Przez kilkanaście lat byłem dziennikarzem śledczym. Trzy razy nominowano mnie do Grand Press. Zdobyłem tę nagrodę w 2005 r. Nigdy nie musiałem prostować istotnych informacji i przepraszać za swoje teksty, a napisałem ich kilka tysięcy. To ja pierwszy pisałem o podejrzeniach wobec największego złapanego polskiego łapówkarza Andrzeja M. (złapanego po kilku latach od mojego pierwszego tekstu) oraz o zmowach funduszy emerytalnych i wyprowadzaniu ogromnych pieniędzy emerytów przez grupy przestępcze. Tekstów o ustawionych przetargach nie zliczycie. Za prawdziwe publikacje o Panu Marku Falencie wytoczono mi 5 procesów, wszystkie prawomocnie wygrałem. Wszystkie stawiane przeze mnie publicznie zarzuty się potwierdziły. Kiedy zatrudniająca mnie gazeta nie chciała już publikować moich tekstów, bo nie podobały się reklamodawcom, założyłem gazetę w internecie i doprowadziłem do jej nominowania do Grand Press. Niestety nikt nie chciał się reklamować w gazecie publikującej materiały śledcze o nieprawidłowościach władzy.

Moje książki próbowano blokować. W przypadku powieści „Dla niej wszystko” miałem przez rok zakaz sądowy publikacji i wypowiadania się na ten temat, potem sąd uchylił zakaz, sprawę o możliwość publikacji teoretycznie więc wygrałem (tyle że książki i tak nie mogę opublikować).

Obiecuję, że sprawę pedofilii też doprowadzę do końca i wyjaśnię. Nawet, jeśli wszyscy będą przeciw. Liczę na to, że po tym tekście ofiary się ze mną skontaktują. Być może są to dziś bardzo znane gwiazdy polskiej sceny muzycznej i filmowej.

Dlaczego nie publikuję nazwiska oskarżanego muzyka? Po części to wyjaśniłem: nie mam zgody ofiar. Ponadto, mimo mojej pewności co do niepodważalności dowodów, druga strona ma prawo do obrony, a ja zawsze dopuszczam możliwość spisku czy pomyłki, staram się rzetelnie wszystko wyjaśnić.

Rozmawiałem z żoną oskarżanego mężczyzny. Jest zszokowana całą aferą i przerażona. Obawia się, że te zarzuty ich oboje zabiją (to osoby wiekowe, muzyk jest ciężko chory). Broni męża, twierdząc, że padł ofiarą szantażu, a ofiara zmyśla (nie wie, że jest więcej ofiar, w tekście, który mam nadzieję opublikować niedługo – już z nazwiskami – wyjaśnię dlaczego, moim zdaniem, żona sprawcy się myli i to nie jest żaden szantaż i zmyślenia, tylko ujawnienie faktów).

Muszę mieć jednak absolutną pewność, że nikogo niesłusznie nie skrzywdzę. Liczę też na odzew dziś dorosłych osób, które w dzieciństwie być może padły ofiarą tego człowieka (a może chcą się za nim wstawić i zaświadczyć o niewinności, wszystkich, którzy chcieliby zabrać głos w tej sprawie, proszę o kontakt, zapewniam anonimowość i uczciwe podejście).

Wszystko opublikuję rzetelnie i jeśli się pomyliłem, przyznam się do błędu i przeproszę. To trudny temat, łatwo popełnić pomyłkę, która może mieć nieodwracalne skutki. Wciąż badam sprawę. Najtrudniejszą, z jaką się mierzyłem.

Telewizja Polska i Polsat otrzymały szczegółowe pytania w tej sprawie kilka dni temu. Do dziś nie mam odpowiedzi. Opublikuję je zaraz po uzyskaniu.

Ofiary i wszystkie osoby, które mogą pomóc w wyjaśnieniu sprawy proszę o kontakt na mariusz.zielke@gmail.com Podkreślam, że chętnie porozmawiam z osobami, które uważają, że sprawca jest niewinny. Nie zamierzam pisać artykułów pod ustaloną tezę. Są oskarżenia, trzeba je po prostu wyjaśnić. Jeśli to pomówienia, także powinny być napiętnowane publicznie. Nie wolno pozwalać na zamiatanie takich spraw pod dywan, udawać, że one nas nie dotyczą.

Mariusz Zielke

info: screeny przy artykule pochodzą z kanału Kultowe Programy TV


Kto się boi sprawy Krzysztofa Sadowskiego? Lista 40 ofiar!

Na liście ofiar działań znanego muzyka mam już ponad 40 osób. Ta
afera pedofilska jest zdecydowanie największym skandalem w historii
polskiego show-biznesu. Mimo to śledztwo było prowadzone skandalicznie
nieudolnie. Czy dlatego, że Sadowski występował na specjalnych
przyjęciach dla prokuratorów i sędziów? Czy chronią go służby? Czy
próbuje się tę sprawę przemilczeć do wyborów? Jakie znaczenie ma tu
wieloletnia współpraca Sadowskiego z Martyną Wojciechowską, zaufaną
prezesa Narodowego Banku Polskiego, o której głośno było, gdy ujawniono
poziom astronomicznych zarobków w tej instytucji? Równie ciekawe są
wątki polityczne i finansowe.

Gdyby afera Krzysztofa Sadowskiego wydarzyła się w Anglii lub USA,
śledczy błyskawicznie ustaliliby prawdę i doprowadzili do procesu, a
telewizje informowały o faktach na czerwonych paskach, bo jest o czym. U
nas media co prawda poinformowały o sprawie (z dużym opóźnieniem i
skupiając się na jednym wątku), ale interesują się nią zaskakująco mało
mimo jej wagi, wielowątkowości i skali. Jakim cudem poniższe ustalenia
musi ujawniać jakiś... bloger :)?

Prawdopodobnie dzieje się tak dlatego, że ta megaafera jest niewygodna
dla obu stron politycznego sporu. Może wywrócić narracje przedwyborcze i
nie wiadomo w kogo jeszcze uderzy. A może rzeczywiście w Polsce działa lobby pedofilskie, które blokuje wyjaśnienie sprawy i zainteresowanie mediów?
Jestem daleki od snucia teorii spisku, jednak moje śledztwo rozrasta
się z dnia na dzień i dotyczy już wielu innych znanych postaci: aktorów,
reżyserów, innych muzyków, profesorów uniwersyteckich, artystów,
biznesmenów. Wszystko skrupulatnie sprawdzam; wnioski ujawnię w filmie,
który przygotowuję. Obiecuję, że będzie to wyjątkowo wstrząsający
materiał, całkowicie bezkompromisowy i bez żadnej taryfy ulgowej dla
sław i wpływowych osób.

Jeśli chcesz wspomóc produkcję filmu, zachęcam do udziału w zbiórce:

https://zrzutka.pl/pkw6ys

https://paypal.me/pools/c/8hVeZEbuME

Służby wiedziały?

W przypadku Krzysztofa Sadowskiego są dwa istotne wątki, które cały czas badam: według wielu doniesień był chroniony przez służby specjalne co najmniej od lat 80. Jedna z ofiar (córka muzyka z zespołu Krzysztofa Komedy) wyznała, że Sadowski próbował ją molestować pod koniec lat 70. na działce znanego sportowca, medalisty olimpijskiego. Mimo że protestowała, sprawę zamieciono pod dywan, tak jak późniejsze gwałty na 14-letniej Justynie (imię zmienione) oraz oskarżenie z 1992 r. Trudno uwierzyć, by służby specjalne nie miały o tym wiedzy. Mam wiele informacji o występach Sadowskiego dla komunistycznych władz, w jednostkach milicji i wojska, choć „oficjalnie” krytykował „komunę”, występował też w kościołach. Muzyk wyjeżdżał bez trudu na wiele tourne zagranicznych zarówno do krajów komunistycznych, jak i na Zachód. To oczywiście jeszcze nie przesądza o niczym, ale w połączeniu z innymi faktami musi skłaniać do rozważań. W sierpniu zgłosił się do mnie informator, z którym korespondowałem przez kilka tygodni i który twierdził, że od prawie 40 lat zna Sadowskiego i jest w posiadaniu dokumentów świadczących o tym, że muzyk był chroniony przez SB. Informator znał wiele nieznanych publicznie faktów z życia Sadowskiego. Niestety nagle przestał się odzywać, nie przyszedł na spotkanie, nie odpowiada na maile. Próbuję ustalić, czy coś mu się stało, czy po prostu zmienił zdanie co do rozmowy ze mną.

Na jednym z wyjazdów w Syrii (prawdopodobnie w 1983 r.) Sadowski spotkał Bogdana Sitnickiego, także artysty grającego na organach Hammonda, który twierdzi, że został zadenuncjowany (uważa, że przez muzyka) władzom syryjskim jako izraelski szpieg.

- Oczywiście szpiegiem nie byłem. Próbowałem to potem wyjaśnić w MSW ale mi powiedziano, że mam się Sadowskim nie interesować, bo on jest pod ochroną i narobię sobie problemów. Występowałem z nim w Syrii, ja go tam zarekomendowałem do grania w hotelu w Damaszku. Zaprosił mnie na kolację i w jego pokoju, przy żonie, rzucił się na moją partnerkę. Odciągnąłem go od niej, a kila dni później mnie aresztowano, wsadzono do celi na sześć dni, torturowano, polewano wodą, wywieziono na pustynię i przykładano broń do głowy. Myślałem że to koniec, ale nie zabili mnie tylko odstawili na lotnisko i deportowali do Polski. Na lotnisku wtedy, w środku nocy czekał na mnie Krzysztof Sadowski blady z nienawiści. Patrzył na mnie w taki sposób, że byłem pewien, że jest w to wszystko zamieszany – opowiada Bogdan Sitnicki.

Mariusz Adamiak, legendarny animator, twórca festiwali jazzowych i szef klubu Akwarium, przez lata był w wielu sporach z Krzysztofem Sadowskim i innymi członkami zarządu Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego (PSJ).
- O zachowaniu Krzysztofa Sadowskiego w stosunku do młodych dziewczyn wiedziało całe środowisko. Przychodził z nimi do klubów, wszyscy o tym plotkowali, no ale nikt z tym nic nie robił. Jednak to tylko jeden z problemów, jakie Sadowski załatwił środowisku jazzowemu. On zniszczył stowarzyszenie, które kiedyś było jedną z najprężniejszych organizacji twórców w Polsce, z ogromnymi tradycjami. Równie ważne są wątki finansowe i jego zachowania lobbingowe – mówi Adamiak.

Wspomina, że musiał wiele razy reagować na „bezczelne” zachowania prezesa.

- Miał niebywały tupet. Na jednej z komisji, która decydowała o dofinansowaniu środowisk twórczych Sadowski nagle podszedł do mikrofonu i powiedział, że chciałby przedstawić wyniki głosowania, a tego głosowania wcale jeszcze nie było. Czyli ustalił sobie wyniki sam ze sobą i chciał je zaprotokołować. Gdyby mnie nie było na sali, pewnie nikt by nie zaoponował – wspomina Adamiak.

Najważniejsze: nie płacić

Krzysztof Sadowski był prezesem
PSJ przez 20 lat. W grudniu 2015 r. a potem w kwietniu 2016 r. nie
udzielono mu absolutorium i powołano nowy zarząd. Byłemu prezesowi
PSJ artyści zarzucili niejasności finansowe. Niektórzy mówią
wprost, że to są oszustwa i powinny zostać wyjaśnione przez
prokuraturę.

„Od grudnia 1995 roku PSJ-em
kieruje Krzysztof Sadowski oraz prawie niezmienny personalnie Zarząd,
który uczynił zeń zadłużone po uszy truchło, na którym obecnie
żeruje Fundacja Jazz Jamboree. (…) Polskie Stowarzyszenie Jazzowe
w chwili obecnej nie posiada żadnego majątku, ponieważ wszystko co
miało jakąkolwiek wartość zostało wyprzedane lub przekazane
Fundacji Jazz Jamboree – licencje Poljazz, udziały w wydawnictwie
Jazz Forum, znaki towarowe Akwarium. Nawet umowa wynajmu lokalu
biurowego przy ulicy Chmielnej, w którym PSJ rezyduje od roku 1997,
została w lipcu ubiegłego roku wypowiedziana, ponieważ zaległości
w opłatach sięgały już niemal 10.000 PLN. Dług co prawda pod
groźbą eksmisji został spłacony, ale Zarząd nie złożył
wniosku o odnowienie umowy. Sprawa jest tym bardziej bulwersująca,
że w tym samym lokalu zarejestrowano Fundację Jazz Jamboree, która
w ubiegłym roku otrzymała a właściwie przejęła od STOART-u
dotację w wysokości 60.000 PLN przeznaczoną na działalność PSJ.
Poza tym z w minionych latach lokal ten wynajmowany był osobom
trzecim na zasadach komercyjnych” - podano w sprawozdaniu z audytu
w kwietniu 2016 r.

Audytorzy postawili znacznie
więcej zarzutów. Twierdzili, że zarząd działał na szkodę
środowiska i organizacji, podejmował nieracjonalne decyzje
finansowe (m.in. unikanie rozwiązania sporu z wierzycielem, który
doprowadził do ogromnego zadłużenia; sprzedaż fonoteki w
niejasnych okolicznościach, doprowadzenie do utraty znaku Jazz
Jamboree), unikał płacenia zobowiązań, manipulował dotacjami, a
Fundacja Jazz Jamboree została powołana, by... uciec przed
wierzycielami i komornikiem.

„Komisja zjazdowa, mimo
kilkakrotnie ponawianych próśb nie otrzymała żadnych informacji
na temat zasad współpracy i przepływów finansowych. Komisji udało
się ustalić, że co najmniej od 2009 roku Fundacja otrzymuje idące
w setki tysięcy dotacje z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa
Narodowego, Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy, STOART-u oraz
prawdopodobnie z ZAIKS-u. Jest o tyle interesująca, że Fundacja
Jazz Jamboree, nie posiadając NIP-u, przez co najmniej dwa lata
posługiwała się numerem identyfikacyjnym podatnika, pod którym
figuruje PSJ. Urząd Skarbowy Warszawa Śródmieście nie wie o
istnieniu takiego podmiotu gospodarczego, co oznaczać może tylko
jedno: albo fundacja oszukuje Skarb Państwa, albo Zarząd i Komisja
Rewizyjna oszukali członków Stowarzyszenia, stwierdzając na Walnym
Zgromadzeniu w dniu 14 grudnia, że PSJ w okresie całej kadencji nie
prowadził żadnych operacji finansowych i dlatego nie składa
sprawozdań w Urzędzie Skarbowym.” - czytamy w sprawozdaniu z
audytu.

Audyt wywołał burzę w
środowisku, szczególnie, że ujawniono niejasności przy sprzedaży
praw do piosenek znanych wykonawców.

„Wydawnictwo (Poljazz) posiadało
w swoim katalogu prawie 350 tytułów, po których zostało jedynie
wspomnienie. Na spotkaniu 12 stycznia br. Zarząd wyjaśnił, że
większość z nich została rozkradziona, a prawa do nielicznych
tytułów jakie udało się uratować zostały sprzedane firmie MTJ,
jedynemu wydawcy zainteresowanemu muzyką jazzową. Mimo trudności
jakie robił prezes Sadowski Komisji udało się dotrzeć do umowy
jaką zawarł z firmą MTJ w roku 2000 oraz listy 100 tytułów jakie
wtedy sprzedał. Są wśród nich m.in.: Dżem, Maanam, Lady Pank,
Dezerter, Izrael, Elżbieta Mielczarek, John Porter. Nie trzeba być
specjalistą od fonografii, by stwierdzić, że ze sprzedaży
licencji do ich płyt można by spokojnie spłacić dług,
szczególnie, że wierzyciel był zainteresowany takim rozwiązaniem.”
- napisano w sprawozdaniu z audytu.

- Paradoks polega na tym, że w
Polsce z jazzem jest tylko lepiej, mamy więcej światowej sławy
muzyków, natomiast PSJ się od nich odsunął – podsumowywał na
zjeździe Piotr Rodowicz, wybrany na nowego prezesa.

- Raport komisji jest nierzetelny,
nie oparty na faktach, osoba, która go pisała nie miała dostępu
do dokumentacji prawidłowej, dużo rzeczy jest wyssanych z palca.
Przykrość największa jest taka, że ten raport został
opublikowany na Facebooku, jako audyt. Przez 20 lat nikt z nas nie
wziął nawet złotówki, wręcz przeciwnie, ja ryzykowałem swoje
prywatne pieniądze przez wiele lat kiedy PSJ nie miał żadnych
pieniędzy, żeby nawet zapłacić za lokal. Tak więc właściwie
ten raport, ten audyt przedstawia wszystko odwrotnie niż jest w
rzeczywistości – bronił się na zjeździe Krzysztof Sadowski.

Sąd sądem, a sprawiedliwość?

Podczas Walnego Zjazdu nastąpiła
też ciekawa sytuacja. Sadowskiemu
w Polskim Stowarzyszeniu Jazzowym (PSJ) od lat pomagali dwaj
prawnicy: Krzysztof Karpiński i Jerzy Stępień. Pierwszy był
prezesem Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Drugi sprawował przed laty
m.in. funkcję prezesa Trybunału Konstytucyjnego oraz wiceministra
MSWiA.

-
Byli uważani za bliskich przyjaciół. Gdy doszło do sporu w
środowisku i muzycy próbowali wyrazić wotum nieufności wobec
Sadowskiego, pan Stępień tak policzył głosy przeciwko
przyjacielowi, że wstrzymujące się uznał za popierające tego
człowieka – mówi jeden z muzyków dodając, że wszystko zostało
zarejestrowane na filmie.

Rzeczywiście,
jest na youtube relacja z walnego PSJ sprzed czterech lat, na którym
dochodzi do głosowania nad nie udzieleniem absolutorium zarządowi
kierowanemu przez Sadowskiego.

„Za
nieudzieleniem opowiedziały się 34 osoby, przeciwko temu wnioskowi
było 22 i wstrzymało się od głosu 14. Czyli tak... 34 za
nieudzieleniem, a 36 w sumie głosujących przeciwko wnioskowi i
wstrzymujących się” - mówi na filmie Jerzy Stępień.

Skwitowano
to gromkim wybuchem śmiechu. Film można obejrzeć tu:
https://www.youtube.com/watch?v=iXCBbXvJ7BE

- Jeśli
znany prawnik i prezes Trybunału tak liczy głosy i próbuje
zawoalować fakty, to trzeba to jeszcze komentować? – pyta znany
muzyk.

Jerzy Stępień dziś jest
zaskoczony zarzutami w stosunku do Sadowskiego. Twierdzi, że choć
znają się długo, nigdy nie byli zbyt blisko.

- Jestem tak samo zszokowany –
mówi Jerzy Stępień.

Krzysztof Karpiński odmówił
rozmowy ze mną, nie życzy sobie kontaktów. Ten sędzia przez lata
grał w duecie z Krzysztofem Sadowskim. W 2005 r. razem wystąpili w
Teatrze Sabat przed sędziami i wieloma wpływowymi osobami.

„Pamiętam, że większą tremę
niż w Akwarium miałem jednak podczas występu w 2005 r. w
Warszawie, w Teatrze Sabat. Grałem w dwóch duetach z Krzysztofem
Sadowskim i Mieczysławem Mazurem, a na widowni byli prawie sami
prawnicy, dużo znajomych, w tym sędziowie Sądu Najwyższego,
Ministrowie Sprawiedliwości, którzy urzędowali w ciągu trzech lat
mojej pracy w Ministerstwie Sprawiedliwości.” - wspominał
Krzysztof Karpiński na łamach kwartalnika KRS.

To wydarzenie zostało opisane w
„Gazecie Sądowej”.

„Słuchaczami byli zaproszeni na
tę okoliczność przedstawiciele prawniczego świata Warszawy z
ministrem sprawiedliwości Andrzejem Kalwasem na czele. Wśród
zebranych dostrzegłem również m.in. podsekretarzy stanu Sylwestra
M. Królaka i Tadeusza Wołka, profesora Adama Zielińskiego,
siedzącego w towarzystwie dyrektora departamentu nad wykonywaniem
orzeczeń, sędzi Ewy Waszkiewicz i sędziego SA Marka
Czecharowskiego. Zauważyłem również liczne grono sędziów i to
zarówno tych z Sądu Najwyższego, jak również apelacji
warszawskiej i Sądu Okręgowego.” - relacjonował Krzysztof
Bachorzewski w „Gazecie Sądowej”.

Wcześniej, w 2002 r., Karpiński
i Sadowski wyjechali z prawnikami do Zakopanego na „Warsztaty
Artystyczne Młodzieży Prawniczej”. Jak odnotował Krzysztof
Bachorzewski w „Gazecie Sądowej” Krzysztof Sadowski wystąpił
tam z kuzynką Małgorzatą Kaczkiełło.

„Wielu
słuchaczy jednak uchwyciło znakomitą biegłość palców, jak i
swobodę swingowego stylu obu panów Krzysztofów i wynagrodziło ich
grę aplauzem. Każdego dnia do późnych godzin nocnych trwał
jam-session, w którym brali udział wszyscy uczestnicy warsztatów.”
- relacjonował reporter „Gazety Sądowej”.

Tajemnice NBP

Prawdziwa bomba wyborcza tkwi
jednak w Narodowym Banku Polskim (NBP). Zaufaną podwładną prezesa
Adama Glapińskiego jest tam Martyna Wojciechowska, szefowa
departamentu komunikacji i promocji, najlepiej zarabiający dyrektor
w NBP. Cała Polska usłyszała o pani Martynie, gdy jej horrendalne
zarobki ujawniła „Gazeta Wyborcza” (twierdziła, że dyrektorka
zarabiała 65 tys. miesięcznie wraz z premiami). Okazuje się, że
pani Martyna ma także pasje jazzowe. Od wielu lat (od 2007 r.) jest
dyrektorką w Fundacji Jazz Jamboree, gdzie zasiada właśnie z
Krzysztofem Sadowskim. W środowisku mówi się o ich wielkiej,
wieloletniej przyjaźni. Dziś, wobec wątpliwości finansowych w PSJ
może to być bardzo kłopotliwe politycznie.

Jeden z internautów znalazł w
sieci skan z „Gazety Jarocińskiej”, w której widnieje
informacja, że Krzysztof Sadowski był gorącym sympatykiem talentu
wokalnego siostry Martyny – Darii Wojciechowskiej (dziś Darii
Wojciechowskiej-Bujno). Pani Daria była w latach 90-tych
utalentowaną piosenkarką, wróżono jej dużą karierę,
występowała na wielu festiwalach i warsztatach. Gdy w październiku
2016 r. szefem Komisji Nadzoru Finansowego został Marek Chrzanowski
(osoba, którą popierał Adam Glapiński), Daria Wojciechowska-Bujno
została wiceszefową gabinetu prezesa.

„Daria Wojciechowska-Bujno
objęła posadę 14 października, czyli dzień po przejęciu Komisji
przez Marka Chrzanowskiego, powołanego przez premier Beatę Szydło.
Pracę dostała bez konkursu, który w tym przypadku nie był
wymagany (regulacje dotyczące służby cywilnej nie obejmują
gabinetu KNF)” - podawał w 2016 r. „Newsweek”.

Po aferze z zarobkami siostry
pełno było w sieci kpin, że przedszkolanka (Pani Daria pracowała
wcześniej w przedszkolu, potem w gabinecie posłanki Gosiewskiej i
gabinecie politycznym szefowej MEN) zrobiła karierę w
najważniejszej instytucji nadzoru finansowego w Polsce (niestety
równie skompromitowanej). Być może to wszystko nie byłoby
„dmuchane” przez media, gdyby nie fakt, że prezesa KNF nagrał
podczas składania absolutnie niedopuszczalnych propozycji bankier
Leszek Czarnecki, borykający się z wielkimi problemami w swoich
firmach. Te ostatnie wątki postaram się również dokładnie zbadać
i wyniki opublikować w oddzielnym materiale.

Martyna Wojciechowska, nie
odbierała telefonów ode mnie, nie oddzwoniła, nie zareagowała na
sms (próbowałem na 2 numery dzwonić). Pani Daria przebywa według
moich informacji na urlopie macierzyńskim. Miała wyłączony
telefon, gdy próbowałem dzwonić. Oczywiście w każdej chwili
zamieszczę ich komentarz, chętnie też wysłucham wyjaśnień,
jeśli panie Wojciechowskie zechcą ich udzielić.

Lista „domniemanych” ofiar
i świadków działań Krzysztofa Sadowskiego*

*niektóre osoby nie czują się
ofiarami, większość osób zgodzi się zeznawać w sądzie, ale nie
wszystkie, stąd w nielicznych przypadkach nie mogę być pewien, czy
mówią prawdę; daty zdarzeń przybliżone, prawie wszystkie imiona
zmienione

1. M. - córka brata męża
siostry Krzysztofa – gdy miała 13 lat wręczył jej powieść
„Pamiętniki Fanny Hill” mówiąc, żeby dowiedziała się, jak
to jest być kobietą, a potem mogą o tym porozmawiać; początek
lat 70.

2. „Wisienka” - miała 15 lat,
gdy ją „uwiódł”, utrzymywali stosunki przez 2 lata; początek
lat 70.

3. Dziewczyna z Poznania - 15 lat,
„romans” trwał kilkanaście miesięcy; koniec lat 60.

4. Córka dyplomaty - 15 lat; brak
informacji, co dokładnie się zdarzyło; początek lat 70.

5. Córka muzyka z zespołu Komedy
- 15 lat; napastowanie seksualne na działce pod Warszawą; koniec
lat 70.

6. Piotr z kościoła - ok. 12
lat; jeden przypadek molestowania (masturbowanie) w nocy; początek
lat 80.

7. Marek chrześniak - syn
bliskiej przyjaciółki – ok. 12 lat, 2 lata molestowania,
wielokrotne masturbowanie w wielu miejscach (samochód, na
wakacjach); początek lat 80.

8. Justyna, dziewczyna z domu
dziecka – 14 lat; molestowanie i wielokrotne gwałty przez 4 lata;
połowa lat 80.

9. Ewa, dziewczyna z „Tęczy”
- 10 lat; wkładanie ręki w miejsca intymne, po doniesieniu jej mamy
była pierwsza sprawa na policji; 1992 r.

10. Kasia, dziewczyna z „Tęczy”
- 10 lat; uczestniczka tego samego wyjazdu co Ewa, wkładanie ręki w
miejsca intymne; 1992 r.

11. Dziewczynka z warsztatów w
Margoninie – ok. 11-12 lat; łapanie za pierś, po zdarzeniu
przydzielono Sadowskiemu „ochroniarza” do pilnowania; początek
lat 90.

12. Monika, piosenkarka/aktorka –
11-12 lat; gwałt, wielokrotne stosunki; początek lat 90.

13. Iza, uczennica muzyka – 11
lat; gwałt, wielokrotne stosunki; lata 90.

14. Basia, prowadząca program
telewizyjny; 12 lat; gwałt, wielokrotne stosunki; koniec lat 90.

15. Marta, prowadząca program
telewizyjny; 12 lat; gwałt, wielokrotne molestowanie; koniec lat 90.

16. Asia, prowadząca fanklub;
14-15 lat; „łaskotanie” w samochodzie; lata 90.

17. Olga, córka
artysty-przyjaciela Sadowskiego; 15-16 lat; gwałt, wielokrotne
molestowanie; koniec lat 90./początek 2000.

18. Ela, dziewczyna do
towarzystwa, uczestniczka warsztatów w Puławach; 15 lat, wiele
relacji o niestosownych zachowaniach wobec niej, spaniu w pokoju pana
Sadowskiego; koniec lat 90.

19. Renata, córka bliskich
znajomych; 13 lat; dotykanie i niestosowna propozycja seksu za
pieniądze; lata 90.

20. Zosia – 15 lat, piosenkarka;
niestosowne wypowiedzi i zachowania, 2003 r.

21. Anna – uczennica, 11 lat,
przychodził w nocy do pokoju, wkładał jej ręce pod kołdrę,
łapiąc za różne miejsca i posuwając się coraz dalej; według
niej robił to samo z wieloma dziewczynkami (ofiar takich działań
może być bardzo dużo), lata 90.

22. Marta – uczestniczka
warsztatów, piosenkarka; wkładał ręce gdzie nie trzeba, dostał
po łapach, przestał; lata 90.

23. Iza – 12-13 lat, córka
muzyka, uczestniczka warsztatów; wkładał ręce pod kołdrę,
przestał po proteście, przeniósł się do koleżanki obok,
doprowadził ją do płaczu; lata 90.

24. Milena – 18 lat, uczennica;
„zdecydowanie za wiele sobie pozwalał”

25. Lidka – poniżej 18 lat;
„napastował, próbował na siłę wejść do jej mieszkania”

26. Jola, poprosił ją o „pierś”
i dał „Sztukę kochania”; zaprosił na nocną lekcję i wyszedł
do niej w szlafroku; 1996-1998

27. Marta, córka lokalnego
polityka, uczestniczka warsztatów w Iławie; uciekła z pokoju
Sadowskiego przez okno;

28. Iza, córka znanego muzyka,
niespełna 15 lat; „dotykana” po pupie na warsztatach w Puławach;
2017

29. Magda, uczestniczka warsztatów
w Puławach; 15 lat; płakała po wizycie w pokoju Sadowskiego, ok.
2013

30. Jagoda, uczestniczka
warsztatów w Puławach; 20 lat; molestowanie, propozycja wizyty w
pokoju, 2017

31. M., uczestniczka festiwalu w
Iławie; nastolatka; ona i jej 3 koleżanki były sadzane na kolanach
i pan Sadowski wkładał im rękę pod bluzkę; koniec lat 90.

32. Barbara, piosenkarka; 17 lat;
„wyłowiona” na festiwalu, w którym był w jury, chciał pomóc
w karierze, „dobierał” się do niej w samochodzie;

33.
E., wolontariuszka na warsztatach muzycznych; zapytał „cz­y
chcesz zobaczyć mojego robaczka”; 2000 r.

34. J., uczennica; „raz czy dwa
położył mi łapę nie tam gdzie trzeba, ale chyba wyczuł, że nie
posunie się dalej”, potem odsunął ją od zespołu, sprawił, że
czuła się winna; zrobił krzywdę jej przyjaciółkom; koniec lat
90.

35. K., uczennica; „jego
zachowanie wobec mnie, małej dziewczynki było bardzo niestosowne”;

36. M., uczennica; „gdy grałam
na pianinie, włożył mi rękę pod bluzkę, zanim dotarł do
piersi, ktoś wszedł i wyjął ją; nigdy więcej tego nie
powtórzył”;

37. I., dziewczynka; „pocałował
mnie w miejsce intymne, odwróciłam się, odszedł; nigdy więcej
nie próbował”;

38. M., dziewczynka z „Tęczy”
10-13 lat; „nie zostałam zgwałcona, ale byłam obmacywana; robił
to wręcz oficjalnie, patrzył na co może sobie pozwolić, wybierał
dzieci, które nie miały komu się poskarżyć”; lata 90.

39. A., uczestniczka warsztatów w
Iławie; 14 lat; nie czuje się ofiarą, zaczepiana i namawiana na
wyjazd do Puław; lata 90.

40. A.; uczestniczka warsztatów w
Margoninie; 11 lat; nie została skrzywdzona, razem z 13latką
została zaproszona na wywiad nad jeziorem, czuła się dziwnie,
wszyscy ostrzegali przed Sadowskim, robił im zdjęcia,
interweniowała opiekunka zabierając dziewczynki na teren obozu;

41. X – wstrząsająca historia,
ale obiecałem nic o niej nie pisać

42. Wiem o kilku innych ofiarach,
które nie zgodziły się ze mną rozmawiać, przynajmniej na razie.

Niestety wciąż pojawiają się nowe doniesienia...

Krzysztof Sadowski nie rozmawia obecnie z mediami. Nikomu nie udało się
uzyskać od niego rozmowy na temat zarzutów pedofilii. Wydał jedynie
oświadczenie. Publikuję je bez zmian.

OŚWIADCZENIE KRZYSZTOFA SADOWSKIEGO

„W związku z pojawiającymi się w mediach nieprawdziwymi informacjami dotyczącymi moich relacji z uczestniczkami programów telewizyjnych „Tęczowy Music Box” i „co jest grane?” oraz podopiecznymi fundacji „Tęcza”, stanowczo zaprzeczam stawianym mi zarzutom. Wszystkie pojawiające się na mój temat „rewelacje” oparte są na pomówieniach jednej osoby, której personaliów nie ujawnię, nie chcąc jej zaszkodzić. Jest to osoba znana mi i mojej rodzinie od przeszło 20 lat i przez większość tego czasu pozostająca z nami w bliskich stosunkach. Niestety, w ubiegłym roku osoba ta poprosiła mnie o przekazanie jej dużej kwoty pieniędzy, które miały posłużyć jej ułożeniu sobie życia. Nie będąc w stanie spełnić tej prośby, ale też mając poczucie nadużycia naszej przyjaźni –odmówiłem. Wówczas, było to w czerwcu ubiegłego roku, zerwała kontakty z nami i skierowała przeciwko mnie zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Dokładna treść zarzucanych mi czynów nie jest mi znana, gdyż –choć postępowanie toczy się już rok –nie zostałem w nim przesłuchany ani jako świadek, ani tym bardziej jako podejrzany. O toczącym się postępowaniu wiem tylko dlatego, że została w nim przesłuchana w maju br. moja była żona. Chciałbym też wyraźnie podkreślić, że przed publikacją dotyczących mnie materiałów nikt nie podjął próby kontaktu ze mną w celu dowiedzenia się jak wygląda cała historia z mojego punktu widzenia. Jestem osobą w podeszłym wieku i złym stanie zdrowia. Kierowane wobec mnie publicznie oszczerstwa dodatkowo ten stan pogarszają, podważając mój dorobek zawodowy i artystyczny oraz godząc w moje dobre imię. Przede wszystkim jednak sprawa ta odbija się fatalnie na mojej rodzinie, krzywdząc moją żonę i córkę. Staliśmy się obiektem bezpośrednich ataków ze strony obcych nam osób, godzących w naszą prywatność i poczucie bezpieczeństwa. Zachowanie mediów w tej sprawie oceniam jako skandaliczne i nieodpowiedzialne. W poszukiwaniu sensacji posunęły się one nie tylko do ataku na mnie, ale doprowadziły do ataku na całą moją rodzinę. Dlatego też proszę i kieruję tę prośbę zarówno do mediów, które już rzuciły się na mnie, jak i do takich, które dopiero planują dołączyć do tej watahy, o powstrzymanie się od dalszego szkalowania mnie i umożliwienie mi podjęcia obrony w przewidzianej do tego procedurze karnej. Nigdy nie uchylałem się przed współpracą z organami ścigania i jestem gotów –w miarę moich możliwości –pomagać w wyjaśnieniu całej sprawy. Jednocześnie oświadczam, że wobec mediów i osób mnie oczerniających podejmę kroki prawne w celu oczyszczenia swojego imienia i dorobku.”

Mariusz Zielke

Teksty publikuję za darmo, będą zawsze dla wszystkich dostępne. Jeśli chcesz wspomóc moje działania dziennikarskie, możesz wpłacić dobrowolną darowiznę na konto:
84 1240 1024 1111 0000 0252 2171


„Sztuka Kochania”według „Dziadzi”

Poszłam do niego do pokoju na słynne nocne lekcje. Wyszedł do łazienki, wrócił w szlafroku. Gdy zaprotestowałam, powiedział, że idę w złym kierunku i wręczył mi książkę „Sztuka kochania” Michaliny Wisłockiej – opowiada Jola, której wróżono dużą karierę. Wcześniej, gdy miała 14 lat, Sadowski zażądał urodzinowego prezentu: piersi. „Co będzie pan z nią robił?” - zapytała Jola. Odpowiedział: „Będę ją całował i pieścił, będzie moja na zawsze”. Inną dziewczynkę miał zapytać: „Chcesz zobaczyć mojego robaczka?” Jola poprosiła kolegów muzyków, żeby „coś zrobili”. W 1998 r. na koncercie finałowym warsztatów w Puławach w „Domu Chemika” wielu muzyków wstało z miejsc i krzyknęło: „Zostaw dzieci!!!”. To nie był pojedynczy głos z sali! Jakim cudem ukryto ten fakt medialnie i prawnie, i pozwolono działać bezkarnie pedofilowi jeszcze przez 20 lat? Jakim cudem przyjeżdżał on potem na te same warsztaty i nikt nie reagował? Jakim cudem występował na uroczystościach dla sędziów i prokuratorów? Jakim cudem ściskał dłoń prezydentów Polski?

Mówimy o
człowieku, który był wieloletnim prezesem Polskiego Stowarzyszenia
Jazzowego, współtwórcą programów telewizyjnych, zasiadał w jury
wielu festiwali muzycznych, był niezwykle wpływowym przyjacielem
artystów, reżyserów, polityków, biznesmenów, sędziów...

W każdym
normalnym kraju po wybuchu afery tej rangi i skali prokuratura
błyskawicznie zabezpieczyłaby dowody i przeprowadziła skuteczne
śledztwo, organizacje feministyczne objęłyby postępowanie
specjalnym nadzorem, wsparły skrzywdzone kobiety i dziennikarzy
dążących do prawdy, politycy żądaliby rozliczeń, a media
informowały non stop o postępach śledztwa i o nowych doniesieniach
na czerwonych paskach. Skutkowałoby to ruchem takim jak #meeto, bo
Sadowski nie jest jedynym artystą o lepkich łapach.

W Polsce
jest jak zwykle – inaczej, niestety. Media informują dość
wstrzemięźliwie, oskarżany przez wiele miesięcy nie został nawet
przesłuchany (!), a większość czeka, aż w końcu wszelkie brudy
skutecznie zostaną zamiecione pod dywan jak w przypadku słynnej,
ale kompletnie wygaszonej afery Dworca Centralnego. No i kiedy w
końcu pozwą tego głupiego dziennikarza, który ujawnił aferę!

Jedni w
duchu liczą, że „dziadek” uwodził tylko nastolatki, a wtedy w
ogóle nie ma problemu (na zasadzie: same sobie winne, skoro chciały
robić karierę).

Inni wciąż
oszukują się, że nawet jeśli były młodsze, to może tylko je
sobie „macał” („Niech sobie Krzysio pomaca te swoje
dziewczynki” padło rzekomo z ust znanego autorytetu). W końcu to
nic złego? Czego tu się w ogóle czepiać? Co najwyżej można
pożartować (w środowisku chodził taki obrzydliwy żart o tym
jazzmanie, że jego największym przebojem jest piosenka o tytule:
„Chodź maleńka, chodź do dziadzi, dziadzia cię na konia
wsadzi”).

Znajomi
Sadowskiego oczywiście udają, że nic nie wiedzieli (niektórzy
słyszeli jedynie i widzieli „coś tam”, nie myśleli, „że to
aż tak”), całą sprawą się brzydzą, uważają za ohydną,
nieliczni przejmują się i współczują, no ale w ogóle to
porozmawiajmy o klimacie i globalnym ociepleniu.

Cóż,
suche fakty są następujące:

-
Krzysztof Sadowski od wczesnych lat 70-tych molestował i
„rozdziewiczał” nastolatki;

- potem w
latach 80-tych molestował co najmniej dwóch chłopców (Piotra i
Marka, w wieku około 12 lat);

- przez
cztery lata gwałcił Justynę, którą znalazł w domu dziecka
(miała 14 lat, gdy zaczął);

- w latach
90. molestował niemal oficjalnie nawet 10-latki (co najmniej 2
relacje takich dziewczynek, mówią że wielu dzieciom wkładał rękę
pod bluzkę i w majtki; to rzekomo była norma zachowań na
wycieczkach i wakacyjnych wyjazdach oraz warsztatach);

- także w
latach 90. gwałcił co najmniej 5 dziewczynek w wieku od 11 do 14
lat;

- w 2017
r. (mając 81 lat) molestował 20-letnią Jagodę (córkę
przyjaciółki), skutecznie zniechęcając ją do muzyki i „macał
po pupie” 15-letnią Izę (córkę znanego jazzmana, innego
wykładowcy z Puław);

Kilka lat
wcześniej doprowadził „czymś” do płaczu po sesji w pokoju
inną piętnastolatkę (efekt: dziewczyna zrezygnowała z muzyki,
dziś jest poza środowiskiem).

Doniesień
o tym, że coś próbował, sugerował, proponował, zachęcał,
kładł rękę na kolano, przychodził w nocy i głaskał lub
„straszył”, żeby włożyć łapę pod kołdrę, doprowadzał
dzieci do płaczu tym swoim „macaniem”, trzeba mu było dać po
łapach, zachowywał się niestosownie... trudno zliczyć.

W głowie
się nie mieści, że tyle osób o tym wiedziało, a nawet było tego
świadkiem i prawie nikt skutecznie nie reagował!

Nie
oszczędzał przy tym rodziny i dzieci znajomych. Wśród
poszkodowanych są znane osoby oraz bliscy. Jednym z molestowanych
jest chrześniak, z którym pan Sadowski utrzymywał niezwykle zażyłe
kontakty i który uważał go niemal za ojca. Jest córka osoby
bliskiej panu Sadowskiemu, której ten proponował seks za pieniądze,
gdy miała 13-14 lat (on miał ponad 60.). Jest ktoś równie bliski,
którego relacji jeszcze nie ujawniłem (namawiam tę osobę do zgody
na publikację). Czy naprawdę powinienem pisząc o tym wszystkim
używać słów „rzekomo”, „jak twierdzą”, „domniemane”?
Czy te wszystkie osoby mogły to zmyślić, się zmówić, żeby
wrobić biednego „Krzysia”, o którego upodobaniach szeptało od
dawna całe środowisko muzyczne? Którego zachowania na warsztatach
i w klubach budziły powszechne zażenowanie i czasem
groteskowo-przerażające sytuacje, ale nikt za bardzo nie wiedział,
co z tym dalej zrobić (poza kilkoma groźbami obicia po pysku)?

Żadna z
oskarżających osób nie chce od sprawcy grosza. Chcą tylko zdania:
„to prawda, skrzywdziłem was, przepraszam”.Pan
Krzysztof jednak wciąż utrzymuje, że to pomówienia „jednej
chorej psychicznie osoby”.

Pożądana
niewinność

Jola
pracuje dziś w wielkiej korporacji. Przed laty wróżono jej dużą
karierę muzyczną, wysoko oceniano na konkursach, wygrywała wiele
festiwali muzycznych. Na jednym z nich poznała szefa Polskiego
Stowarzyszenia Jazzowego.

- Miałam dwanaście lat. Wygrałam festiwal, w jury siedział Krzysztof Sadowski i był dla mnie guru, musiałam go poznać, byłam zafascynowana jego córką. Spotkaliśmy się za kulisami, on mi powiedział: twoje śpiewanie jest wyjątkowe i zaprosił do współpracy. Tak to się zaczęło - opowiada Jola.

Przez
prawie dwa lata pan Krzysztof przygotowywał Jolę do tego, co miało
nadejść. Zyskiwał jej zaufanie i przyjaźń. Nagradzał, dawał
prezenty, płyty, stwarzał atmosferę, w której czuła się
wyjątkowo doceniana, obiecywał karierę, wprowadzał w świat
mediów (występy w „Co jest grane” w Polsacie i „Ziarnie” w
TVP), skomponował dla niej piosenkę i nagrał z nią teledysk. Jola
przyjeżdżała ze swojego miasta do domu Sadowskiego, nocowała tam,
uczyła się, stawała częścią wielkiej artystycznej rodziny.
Zachęcała też do przyjazdu inne dziewczynki ze szkoły muzycznej,
w której się uczyła.

- Efekt był taki, że całe autobusy dzieci jeździły do Warszawy. Początkowo niczego złego nie dostrzegałam, nie miałam żadnych ostrzeżeń, że coś może być nie tak. Dopiero dużo później natrafiłam na sytuację, że jedna z dziewczynek wyszła z płaczem z pokoju pana Krzysztofa, ale on tłumaczył, że to z powodu tego, że na nią nakrzyczał za błędy w śpiewaniu. Poprosił, bym jej więcej nie przywoziła ze sobą. Spałam często w domu na Raniuszka, w tym w słynnej piwnicy. Liliana zamykała nas tam na klucz, było to może dziwne, ale się tym nie przejmowałam. Piwnica była zamieniona na studio, było tam dużo ciekawych rzeczy, więc mi się to podobało, fascynowało mnie. Można było poszperać po zakamarkach, znaleźć zdjęcia i oryginalne kasety Milesa Davisa, a także intymne listy, m.in. od wspaniałego człowieka, Jurka Czuraja, do Marysi. To wszystko było jak z baśni pełnej tajemnic. Czułam się na Raniuszka dobrze, bardzo im wszystkim ufałam, choć nienawidziłam pokoju pana Krzysztofa, bo kazał mi się tam kłaść na łóżko, a ja nie rozumiałam, po co. Mówił: „Posłuchamy muzyki”, a ja pytałam: „A pan też będzie leżał?” Odpowiadał: „Nie, ja posiedzę.” Ale nic mi nie robił. Pewnego dnia zaproponował, że chce być jak mój tata, a ja odparłam: „Ale ja mam tatę” - mówi Jola.

Uważa, że
już wtedy próbował dojścia do niej, jednak postępował z dużym
wyczuciem i ostrożnością, wówczas tych działań tak nie
interpretowała, nie rozumiała ich. Sadowski powoli zdobywał
zaufanie. Wydzwaniał do dziewczynki, prowadził z nią długie
rozmowy. Przyjeżdżał do jej domu, nocował tam.

- Próbował być ze mną sam na sam, zapraszał na spacery, ale wtedy moja mama się wtrącała i zawsze chciała nam towarzyszyć. Nadal byłam małą dziewczynką i mama mnie pilnowała, nie miał dostępu i myślę, że to mnie uratowało. Moja mama bardzo dużo ze mną rozmawiała, tłumaczyła, przez co byłam ostrożna, a dodatkowo pyskata. Gdy już miałam pierwsze symptomy, że coś może jest nie tak i miałam przyjechać do domu na Raniuszka, pytałam pana Krzysztofa, czy będzie Marysia, bo wtedy czułam się w tym domu bezpiecznie, wiedziałam, że przy niej nic mi się nie może stać. A jak nie było Marysi, to bardzo mocno trzymałam się z panią Ireną, która tam była gosposią i mam wrażenie, że ona mnie ostrzegała, starała się pilnować przed panem Krzysztofem – relacjonuje moja rozmówczyni. Inna kobieta, której proponował seks za pieniądze powiedziała mi, że pani Irena też ją chroniła, sugerowała, że nie powinna być z Krzysztofem sam na sam.

Bezcenna
pierś

Po dwóch
latach znajomości Krzysztof Sadowski uznał, że nadszedł czas na
rewanż.

- Latem 1996 r. powiedział do mnie: „Znamy się tak długo i jak przyjdzie grudzień, to chciałbym dostać od ciebie na urodziny coś wyjątkowego”. Zapytałam, co to ma być. Odparł: „Chciałbym, żebyś podarowała mi swoją pierś”. „A co pan będzie robił z moją piersią?” - zapytałam. „Będę ją całował, pieścił, będzie moja na zawsze” - usłyszałam. Miałam 14 lat. Nigdy mojej piersi nie dostał. Ale ja wtedy zaczęłam rozumieć, o co chodzi, że coś niedobrego się dzieje i zaczęłam się temu przyglądać uważnie – opowiada Jola.

Nie było
jej łatwo się z tym oswoić, bo prawda oznaczała koniec marzeń i
szans na muzyczną karierę. Gdyby powiedziała o zachowaniu pana
Krzysztofa mamie, ta z pewnością zabroniłaby jej przyjeżdżać do
Warszawy.

- To była trudna sytuacja, bo ja tych ludzi kochałam, nie chciałam ich stracić, czułam jednocześnie, że jeśli nie dam mu tej nagrody, to coś mi ucieknie, coś się zamknie, bardzo się tego bałam. Przyszedł któregoś razu jak spałam w domu, wszedł i powiedział: „pamiętaj, nadchodzi grudzień, pierś jest moja”. To było straszne – mówi kobieta.

Grudzień
minął, piersi nie dostał, Jola nauczyła się unikać sytuacji, w
których mogłaby być zagrożona, pan Krzysztof nie naciskał, miał
wiele innych ofiar. Tymczasem rezolutna nastolatka zaczęła wręcz
prowadzić swoje prywatne śledztwo, przyglądając się działaniom
Sadowskiego wobec innych dziewczynek.

- On cały czas mi mówił, że jestem wyjątkowa, wspaniała, a ja pewnego dnia w jego pokoju w bursie, który był obok naszego pokoju, znalazłam album ze zdjęciami wielu dziewczynek. Nie było zdjęć zdrożnych. Ale było mnóstwo zdjęć dziewczynek leżących w jego pokoju na łóżku i to mnie mocno wtedy uderzyło. Mam wrażenie, że jego kręciła ta niewinność i to, że nad nimi panuje i coś im daje. Zaczęłam przyglądać się innym dziewczynkom przyjeżdżającym do domu i na warsztaty do grupy keyboardzistów, jedynej nieletniej na warsztatach w Puławach. Wniosek był taki, że wszystkie dziewczyny były bardzo ładne, a pan Krzysztof zaprasza je na nocne lekcje, o których już krążyły legendy tak samo jak o tym, że w pokoju pana Krzysztofa sypiają dziewczynki. Była wśród uczennic na przykład miss nastolatek i była taka piękna dziewczyna – Basia. I ta Basia nocowała z panem Krzysztofem w pokoju. Pamiętam, że próbowałam ją stamtąd wyciągnąć. Mówiłam: „Chodź do nas do pokoju, my robimy śmieszne rzeczy, zobaczysz, że u nas jest fajnie. Co ty robisz u tego starego pryka”. Ona jednak była od niego uzależniona. Przez takie działania on mnie miał za wywrotowca, który buntuje przeciwko niemu całą grupę. A o tym, że dziewczynki śpią u niego w pokoju, że udziela nocnych lekcji, wiedzieli dosłownie wszyscy. Pewnego dnia postanowiłam spróbować, co on robi w nocy z tymi dziewczynkami. I powiedziałam, że chcę przyjść do niego w nocy na lekcję. „Ty?” – odpowiedział – „przecież ty tu pijesz piwo, latasz za chłopakami, naprawdę chcesz?” Odparłam: „Tak, bardzo chcę zobaczyć, jak wyglądają u pana lekcje.” No i idę na tę nocną lekcję, on mnie zostawia, rusza do łazienki, wychodzi w szlafroku. A ja sobie myślę: „no to ładnie, wszystko jasne”. Mówię: „Panie Krzysztofie, co pan wyprawia? Traktuję pana jako bliską mi osobę, jest pan dla mnie ważny, a pan robi takie rzeczy?” A on na to wyjął książkę „Sztuka kochania” Michaliny Wisłockiej i powiedział: „Tę książkę czytały już różne dziewczyny i zmądrzały, a ty widzę idziesz w złym kierunku. Weź tę książkę, przeczytaj i jak będziesz gotowa, przyjdź do mnie, to może docenisz na jakim poziomie może być nasza relacja” - opowiada Jola.

To
był 1997 rok. Jola miała 15 lat, jeszcze rok utrzymywała relacje z
Sadowskim, choć wiele osób ją ostrzegało i prosiło, żeby się
uwolniła z tego domu, bo jest toksyczny. W 1998 r. namawia muzyków
na akcję „zostaw dzieci”.

- Miałam już szesnaście lat, rozmawiałam otwarcie z wieloma muzykami o tym, co się dzieje u Sadowskiego. Dziś są to bardzo znane osoby. Ostrzegałam też dziewczynki przed Sadowskim. W końcu poprosiłam młodych muzyków, żeby coś z tym zrobili. Wcześniej jeden z wykładowców o mało nie pobił Sadowskiego publicznie. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że z powodu córki (Sadowski ją obmacywał pod kołdrą – przypis MZ), ale ja z tym muzykiem też rozmawiałam, mówiłam mu, co Sadowski wyprawia. Podczas koncertu finałowego grupa kilkunastu mężczyzn wstała i skandowała do Sadowskiego: „zostaw dzieci”. Pan Krzysztof milczał, zszedł ze sceny. Podszedł potem do mnie i powiedział, że nie mam czego szukać u niego. Ja już nie chciałam tam być. Wtedy przyjechał po mnie brat i zabrał mnie z warsztatów. Opowiedziałam o wszystkim rodzicom, oddałam im też tę „Sztukę kochania”. Mama zadzwoniła do Sadowskiego, który zaczął się bronić, że ja tam się źle zachowywałam, że piłam piwo, brałam narkotyki, co było kompletną bzdurą. Ale o tych narkotykach opowiadał też moim nauczycielkom w szkole. Sekował mnie tak, że zrezygnowałam z kariery muzycznej, zostałam prawniczką. Śpiewać nie przestałam, muzyka pozostała moją pasją – mówi Jola.

Wielu
muzyków potwierdza, że na sali w Puławach padło „zostaw
dzieci”, ale większość mówi, że w tym czasie byli gdzieś za
kulisami, nie słyszeli tego dokładnie lub słyszeli z opowiadań
innych, nie widzieli, znają tylko z relacji...

Mama
Joli miała przez wiele lat wyrzuty sumienia, czy czasem nie
przeszkodziła córce w karierze. Dziś widzi, jak niewiele
brakowało, by Jola padła ofiarą i była jedną z wielu kobiet,
których życie „skończyło się, gdy przekroczyły próg domu na
Raniuszka”.

- Gdybym nie miała ogromnego wsparcia rodziców, przydarzyłoby mi się dużo więcej – kończy Jola.

Wiele
potwierdzających się doniesień

Wszystko
to brzmi nieprawdopodobnie, dziwnie? Problem w tym, że działania
pana Sadowskiego układają się w pewien schemat i powielają.
Przykładowo mam relację z Iławy, że tam też zaprosił jedną
dziewczynkę (córkę lokalnego polityka) do pokoju na nocną lekcję,
a potem poszedł do łazienki i wyszedł w szlafroku. Nigdy wcześniej
o tym nie napisałem, więc Jola nie mogła tego nigdzie przeczytać.
Według mojego informatora (bardzo znanego muzyka) dziewczynka z
Iławy przerażona uciekła przez okno, a jej tata zabronił
zapraszać Sadowskiego do Iławy. Z kolei sytuację z przekazaniem
„szczególnej” książki opowiedziała mi osoba bardzo bliska
rodzinie Sadowskiego, córka brata męża jego rodzonej siostry.

- Dał mi „Pamiętniki Fanny Hill, mówiąc, że dowiem się, jak to jest być kobietą, a potem możemy o tym porozmawiać. Miałam 13 lat – opowiadała.

To
zdarzenie miało miejsce na początku lat 70. Spowodowało rodzinną
awanturę i zerwanie kontaktów rodziców dziewczynki z Sadowskim i
jego żoną Lilianą Urbańską.

Mam też
wiele doniesień z Margonina i Chodzieży, że tam też Sadowski
zachowywał się wobec dzieci nieodpowiednio. W Margoninie wręcz
traktowano go jak wampira, ostrzegając dzieci, że nie wolno im być
sam na sam z Sadowskim, pilnując ich w sposób ostentacyjny.
Przyjazd szefa PSJ „wizytującego” warsztaty muzyczne wywoływał
popłoch wśród kadry.

- To przypominało jakąś komedię. Chodził za nim krok w krok wyznaczony w tym celu strażak i pilnował, żeby nic nie zrobił dzieciom, bo na jednej z lekcji złapał rzekomo dziewczynkę za pierś – opowiada jeden z najlepszych polskich muzyków.

Całkowicie
niezrozumiały jest fakt, że mimo takich zdarzeń, skandali, wiedzy
o sypianiu dziewczynek w pokoju Sadowskiego, doniesienia na policję,
wyrzucania go z warsztatów, akcji „zostaw dzieci”, anonimów,
ten człowiek miał takie wsparcie autorytetów, bywał u wielu
niezwykle wpływowych osób, w tym u prezydentów Polski, występował
przed sędziami i mógł ponownie przyjeżdżać na te same imprezy,
na których wiedziano o jego „upodobaniach” i niestosownych
zachowaniach. Jest to wręcz niewyobrażalne i powinno zostać teraz
bardzo szczegółowo wyjaśnione.

Wciąż
dostaję nowe doniesienia od świadków i ofiar. Bardzo ciekawy mail
nadszedł od kobiety dziś mieszkającej za oceanem.

„Prowadziłam
fanklub gwiazd Tęczowego Music Boksu. Spędziłam wiele czasu w domu
Sadowskich. Sadowski miał tam swoją kanciapę/takie swoje studio.
Dziewczyny w wieku szkoły podstawowej siedziały mu na kolanach, on
je po plecach masował. Liliana (żona) cały czas w domu była, na
pewno wiedziała, co on robił. Tak, miał takiego vana czerwonego z
kanapą z tylu. Kiedyś mnie i koleżankę zabrał na przejażdżkę
i zatrzymał się gdzieś w małej ulicy i nas do tylu wziął i
chciał łaskotać i pokazywał jakieś zdjęcia z music boxu.
Pamiętam też na kolanach u siebie mnie posadził. Do niczego nie
doszło poza łaskotaniem, ale myślę że dziewczyny z biednych
domów albo z pokaleczonych rodzin to na pewno były wykorzystywane.
Kiedyś przyjechał po mnie do domu, żeby mnie na lody zabrać. Mam
teraz 39 lat, wtedy miałam około 14-15, wiec dużo nie pamiętam,
ale ja kiedyś na wp wstawiłam komentarz (z 15 lat temu) pod
artykułem o Sadowskim, że to zbok i pedofil, ale komentarz został
usunięty wtedy. Wtedy inne czasy niestety. Te dziewczyny, które on
tam głaskał, macał, na kolana brał pewnie nie kojarzyły jego
zamiarów, wtedy to inne czasy były. Dzieciaki chciały się
pokazać, że znają Marysię i Sadowskiego i tam innych w TVP. Życzę
powodzenia z tą sprawa i jak ma pan jakieś minimal wątpliwości co
do prawdomówności tych ofiar to ja potwierdzam, że one mówią
prawdę.

Sadowski
raczej polował na takie dziewczynki, które chciały być bliżej
Marysi, bliżej bycia w telewizji, bliżej znanych osób no i
dziewczynki, których rodzice ufali Sadowskiemu, że je odwiezie
/przywiezie. Ja pamiętam jak kilkanaście razy towarzyszyłam
Sadowskiemu i Marysi na nagraniach music boxu i pamiętam całodzienne
siedzenie w stacji TVP , gdzie miałam okazję poznać wiele znanych
osób. Na tamte czasy dla dzieciaka bycie w Teleranku czy Music Box
to była frajda. Moi rodzice nie mieli samochodu wiec Sadowski zawsze
proponował, że nas zabierze, i zawsze jak nas odwoził to tego busa
zatrzymywał w jakiejś czarnej uliczce. Wtedy nic sobie z tego nie
robiłam, ale teraz to aż mi ciarki przechodzą, jak myślę o tym
busie z kanapą, poduszkami i zasłonkami! U Sadowskich zawsze było
mnóstwo dzieciaków w domu. Sadowski wystarczyłoby ze zaprosił ze
dwie czy trzy dziewczynki do tego swojego studia i one od razu haczyk
połknęły, bo je nagrywał i chwalił za talent, zawsze mu jakaś
dziewczyna na kolanach siedziała.”

Z maila
usunąłem dane osób. Wszystkie imiona ofiar w tekście są
zmienione, znam ich prawdziwe imiona i nazwiska, nie podaję ich
jednak publicznie.

Doniesień
jest bardzo dużo. Inna kobieta pisze:

„Gdzieś
koło roku 2000 pracowałam jako wolontariusz w magazynie
instrumentów w czasie

warsztatów
jazzowych w Puławach. Pewnego dnia Sadowski przyszedł się
przywitać, wyginając mi palec wskazujący przed oczami spytał, czy
chcę zobaczyć jego „robaczka”, po czym podał mi rękę i nie
chciał puścić dopóki nie dam mu „buzi”. Na szczęście tam
cały czas ktoś się kręcił i zaraz mnie puścił i na tym moje
kontakty z Sadowskim się skończyły. Wtedy, kiedy opowiadałam o
tym na warsztatach, wydawało się, że to tylko sprośne żarty
starszego pana. Pamiętam też, że przez kilka lat z rzędu
przyjeżdżała wokalistka, którą Sadowski otaczał szczególną
„opieką”, ona miała tiki nerwowe i my głupi nastolatkowie
wymyślaliśmy wokół niej i Sadowskiego różne teorie. Teraz mrozi
krew w żyłach myśl, że to mogła być jego ofiara...”

Maili o
zbliżonej treści mam już dziesiątki.

Dzięki aferze Sadowskiego, otrzymałem bardzo dużo doniesień o innych sprawach. Postaram się wszystkimi zająć. Wkrótce ujawnię nowe sprawy, w tym dotyczące bardzo znanych osób. Całość traktuję jako zbieranie dokumentacji do filmu o prawdziwym obliczu pedofilii w Polsce, o jej kryciu w różnych środowiskach. Moim zdaniem mam już bardzo wstrząsający materiał, który – mam nadzieję – doprowadzi do zmian w prawie, zniesienia przedawnienia takich przestępstw, wdrożenia narzędzi pomocy ofiarom i zmian w procedurach postępowania ze sprawcami i ze zbieraniem dowodów w takich sprawach. Jeśli chcecie wspomóc realizację filmu, prowadzę zbiórkę tutaj:

https://zrzutka.pl/pkw6ys

Możesz też wpłacać dobrowolne darowizny bezpośrednio na moje konto.
Wszystko wykorzystam do zrobienia dobrego, niezależnego i
bezkompromisowego dziennikarstwa:
Mariusz Zielke
84 1240 1024 1111 0000 0252 2171

Lub na zbiórce na PayPal:

https://paypal.me/pools/c/8hVeZEbuME

Na koniec
przeczytajcie jeszcze tego maila, uważam, że jest bardzo mądry i
pouczający, więc publikuję go w całości, bez komentarza.
Napisała go piosenkarka:

„Nie
jestem pewna, czy mój mail będzie przydatny, jednak nie potrafię
zostać obojętna na nagłaśnianą przez Pana sprawę. W moim
wypadku, całe szczęście, nie doszło do nadużyć fizycznych, ale
być może mój głos w tej sprawie okaże się jakkolwiek użyteczny.

W 2003
roku wybrałam się na swoje pierwsze warsztaty jazzowe, miałam
wtedy 15 lat. Wcześniej przez lata śpiewałam w zespołach
dziecięcych, chodziłam do szkoły muzycznej. Wydarzenie to miało
dla mnie spore znaczenie. Warsztaty „Od pop music do jazzu”
odbywały się w Młodzieżowym Domu Kultury „Centrum” w
Chorzowie (dzisiaj cała instytucja przeniosła się w inne miejsce).
Krzysztof Sadowski pojawił się w ostatnim dniu, kiedy to prowadził
koncert galowy zwieńczający warsztaty. Nie mogę wypowiadać się w
imieniu wszystkich ich uczestników, ale czuło się większe niż
dotąd podenerwowanie i podekscytowanie z uwagi na to, że to właśnie
ówczesny prezes PSJ-u miał nas usłyszeć. Należy dodać, że
większość uczestników, poza chyba dwoma czy trzema chłopakami,
stanowiły dziewczyny, w większości w wieku szkolnym.

Już przed
wejściem na scenę byłam zdenerwowana, drepcząc w miejscu,
powtarzałam tekst utworu. Wtedy podszedł do mnie Sadowski, rzucając
jakimś żartem, najprawdopodobniej mającym na celu rozładowanie
tremy. Po moim zejściu ze sceny poprosił, abym zaczekała na niego
za kulisami. Ze sceny zapowiedział kolejną wokalistkę i wrócił
do mnie. Wychwalał mój talent muzyczny. Porównywał mój głos do
Billie Holiday, wyciągnął ze swojej teczki jej płytę i mi ją
wręczył. Rzucił też, że „Billie była prostytutką, ale nie w
tym rzecz”. Tę uwagę pamiętam dokładnie, bo wydała mi się nie
na miejscu, ale uznałam, że przy całym jego słowotoku może
rzucił coś nieprzemyślanie. Poprosił o numer telefonu i adres,
powiedział, że pomoże mi w karierze, że mam ogromny talent…
Oczywiście, że czułam się dowartościowana, a rodzice pękali z
dumy.

Kilka
tygodni później zadzwonił do mnie do domu. Odebrała moja mama,
ale Sadowski chciał rozmawiać ze mną. Pamiętam tę rozmowę
bardzo dobrze, bo wyczekiwałam jej z niecierpliwością. Najpierw
zapytał, czy to ja jestem tą Cyganeczką z ciemniejszymi włosami.
Nie wiedziałam, o czym mówi, ale przeszło mi przez myśl, że mógł
wziąć numer telefonu nie tylko ode mnie. Następnie zapytał, czy
mam chłopaka. Trochę się zdziwiłam, ale uznałam to za „wujkowy
żart”. Miałam tylko 15 lat i nie rozumiałam, jaka mogła być
intencja jego pytania. Odparłam, że nie, więc zaprosił mnie na
Międzynarodowe Spotkania Wokalistów Jazzowych w Zamościu. Uznałam
to za ogromną szansę. Zgodziłam się ze sporym entuzjazmem.
Później przeszedł do wypytywania, czy miałabym przyjechać z
rodzicami. Wiedziałam, że rodzice nie będą chcieli puścić mnie
samej, dlatego odpowiedziałam z całą pewnością, że przyjadą ze
mną. Pamiętam, że pytanie padło kilka razy. Nie rozumiałam, co
może być dla niego problemem, a Sadowski zaczął się wycofywać.
Powiedział, że potrzebne mi demo. Rzucił, że wyśle mi
zgłoszenie, które będę musiała wypełnić i odesłać razem z
płytą. Nagrałam demo trzy dni później, oczywiście zgłoszenia
nie otrzymałam. Miałam poczucie, że gdzieś coś w tej rozmowie
zepsułam i tym samym zaprzepaściłam tak wielką szansę.

Po latach,
a dokładniej chyba cztery czy pięć lat temu przypomniała mi się
ta historia. Opowiedziałam ją znajomym muzykom i usłyszałam, że
przecież wszyscy wiedzą, że Sadowski to pedofil. Zmroziło mnie.
Węszyłam więc, pytając o Sadowskiego znajomych muzyków z innych
miast, wszyscy to potwierdzili. Wtedy zrozumiałam, co się stało, a
w zasadzie czego cudem udało mi się uniknąć. Powiedziałam o tym
swoim rodzicom rok temu. Moja mama przyznała, że podczas nagrywania
demo realizator przestrzegł ją, żeby nie zostawiała mnie nigdy
sam na sam z Sadowskim. Był jedyną osobą, która chciała nas
ostrzec.

Nie jestem
w stanie opisać rozgoryczenia i wściekłości na to, że ta kanalia
piastowała stanowisko prezesa PSJ-u przez tyle lat, tym samym
jeżdżąc na warsztaty i szukając ofiar. Nie mogę zrozumieć,
dlaczego NIKT nie był w stanie zareagować, przez co ja i tysiące i
dziewczyn byłyśmy narażone na nadużycia i gwałty. Świadczy to o
totalnej deprawacji, kolesiostwie i obrzydliwym przyzwoleniu na
najgorsze. Warsztaty, w których brałam udział, odbywały się w
2003 roku, Sadowski miał więc wtedy 68 lat, mógł dopuszczać się
gwałtów od dekad i nikt nic z tym nie zrobił. Nie potrafię
doszukać się informacji ile lat był na stanowisku prezesa PSJ poza
notatką biograficzną na jego stronie oraz jedną wzmianką na
stronie Onetu o tym, że w 2009 roku został wybrany ponownie. Nie
jest przecież możliwe, aby nikt ze ścisłych współpracowników
nie wiedział, czego dopuszcza się Sadowski.

Oburzają
mnie również komentarze muzyków, którzy naśmiewają się z
sytuacji. Pytania, czy mają teraz grać z rękami w kieszeniach,
żarty o tęczy w nazwie programu, koncentrowanie się na pomyłce w
nazwie Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego, a nie na samych
wydarzeniach, to wszystko jest oburzające i oddające poziom
znieczulicy, zobojętnienia i zepsucia obecnego w tym środowisku.
Przerażające jest to, że wśród nich są osoby, które były i są
nauczycielami i które nadal mają styczność z młodzieżą, a
wykazują się potężną ignorancją i bagatelizowaniem problemu,
który istniał i przypuszczam, że istnieć będzie nadal, a dotyczy
ich uczniów. Nie wiem kim trzeba być, aby przymykać na to oko.

Z wielu
doświadczeń moich oraz moich koleżanek, wynika, że w towarzystwie
generalnie panuje seksizm, uprzedmiotawianie kobiet, nadużycia.
Istnieje niemal pełne przyzwolenie na obrzydliwe zachowania, których
ze względów prawnych nie można nazwać pedofilią. To uniemożliwia
i zniechęca do dalszego rozwijania się i spełniania w tym
środowisku. Znacznie zawęża to też grono kobiet, które zdołały
się przebić do takich, które godziły się/ godzą się na takie
traktowanie, bądź są protegowanymi, mają wsparcie w postaci
członków rodzin istniejących w tym światku. Wiele dziewczyn o
ogromnym talencie, wykazując się kręgosłupem moralnym w przykrych
sytuacjach, zrezygnowało ze swoich muzycznych karier.”

Krzysztof
Sadowski nie chce rozmawiać z mediami, nie broni się publicznie,
wydał tylko oświadczenie. Publikuję je poniżej.

OŚWIADCZENIE KRZYSZTOFA SADOWSKIEGO

„W związku z pojawiającymi się w mediach nieprawdziwymi informacjami
dotyczącymi moich relacji z uczestniczkami programów telewizyjnych
„Tęczowy Music Box” i „co jest grane?” oraz podopiecznymi fundacji
„Tęcza”, stanowczo zaprzeczam stawianym mi zarzutom. Wszystkie
pojawiające się na mój temat „rewelacje” oparte są na pomówieniach
jednej osoby, której personaliów nie ujawnię, nie chcąc jej zaszkodzić.
Jest to osoba znana mi i mojej rodzinie od przeszło 20 lat i przez
większość tego czasu pozostająca z nami w bliskich stosunkach. Niestety,
w ubiegłym roku osoba ta poprosiła mnie o przekazanie jej dużej kwoty
pieniędzy, które miały posłużyć jej ułożeniu sobie życia. Nie będąc w
stanie spełnić tej prośby, ale też mając poczucie nadużycia naszej
przyjaźni –odmówiłem. Wówczas, było to w czerwcu ubiegłego roku, zerwała
kontakty z nami i skierowała przeciwko mnie zawiadomienie o
podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Dokładna treść zarzucanych mi
czynów nie jest mi znana, gdyż –choć postępowanie toczy się już rok
–nie zostałem w nim przesłuchany ani jako świadek, ani tym bardziej
jako podejrzany. O toczącym się postępowaniu wiem tylko dlatego, że
została w nim przesłuchana w maju br. moja była żona. Chciałbym też
wyraźnie podkreślić, że przed publikacją dotyczących mnie materiałów
nikt nie podjął próby kontaktu ze mną w celu dowiedzenia się jak
wygląda cała historia z mojego punktu widzenia. Jestem osobą w
podeszłym wieku i złym stanie zdrowia. Kierowane wobec mnie publicznie
oszczerstwa dodatkowo ten stan pogarszają, podważając mój dorobek
zawodowy i artystyczny oraz godząc w moje dobre imię. Przede wszystkim
jednak sprawa ta odbija się fatalnie na mojej rodzinie, krzywdząc moją
żonę i córkę. Staliśmy się obiektem bezpośrednich ataków ze strony
obcych nam osób, godzących w naszą prywatność i poczucie
bezpieczeństwa. Zachowanie mediów w tej sprawie oceniam jako
skandaliczne i nieodpowiedzialne. W poszukiwaniu sensacji posunęły się
one nie tylko do ataku na mnie, ale doprowadziły do ataku na całą moją
rodzinę. Dlatego też proszę i kieruję tę prośbę zarówno do mediów,
które już rzuciły się na mnie, jak i do takich, które dopiero planują
dołączyć do tej watahy, o powstrzymanie się od dalszego szkalowania
mnie i umożliwienie mi podjęcia obrony w przewidzianej do tego
procedurze karnej. Nigdy nie uchylałem się przed współpracą z organami
ścigania i jestem gotów –w miarę moich możliwości –pomagać w
wyjaśnieniu całej sprawy. Jednocześnie oświadczam, że wobec mediów i
osób mnie oczerniających podejmę kroki prawne w celu oczyszczenia
swojego imienia i dorobku.”


„Nazywał mnie Wisienką!”

Niemal wszystkie media podały już informację o podejrzeniach pedofilii Krzysztofa Sadowskiego, oświadczenie wydała też jego córka. To jednak wciąż dopiero początek afery, która sięga znacznie głębiej, niż ktokolwiek przypuszcza. Część jej wątków wstrząśnie wkrótce całą Polską.

Kolejne osoby zgłaszają się do mnie informując o czynach Krzysztofa Sadowskiego, wieloletniego szefa Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego, znanego muzyka, współtwórcy programów telewizyjnych, znajomego wielu wpływowych osób ze świata polityki, artystycznego i biznesowego. Wkrótce ujawnię całość zebranej i zweryfikowanej dokumentacji.

Jak to się zaczęło?

Pierwsze doniesienia o molestowaniu nieletnich mam z końca lat 60-tych. Według moich informatorek, Krzysztof Sadowski nie krył się ze swoimi „preferencjami” i uwodził nastolatki niemal oficjalnie, nie przejmując się nawet obecnością przy tym żony, Liliany Urbańskiej.

- Miałam 15 lat, on 34. Był bardzo miły, subtelny, działał z ogromną cierpliwością i delikatnością, nazywał mnie Wisienką. Pisał do mnie długie listy, interesowały go dziewczyny, które nie miały jeszcze partnerów seksualnych, chciał je „rozdziewiczyć”. Przede mną był z córką dyplomaty, także nieletnią. Moi rodzice byli rozwiedzeni, więc zastępował mi trochę ojca, potrzebowałam takiego przyjaciela. Nie mam po tym traumy fizycznej, choć wiem, że byłabym inną osobą, gdyby to się nie stało. Utrzymywaliśmy kontakty przez dwa lata. Gdy dowiedziała się o tym moja mama zrobiła awanturę Lilianie. Ona o wszystkim wiedziała. Krzysztof z niczym się nie krył

– opowiada dziś 64-letnia Anna (imię zmienione).
Anna twierdzi, że Krzysztof Sadowski nie zabezpieczał się podczas seksu, a potem wyznał jej, że jest bezpłodny (jest to istotny szczegół dla śledztwa ze względu na zeznania innych kobiet, w których to się powtarza). Brak zainteresowania jego postępowaniem ze strony żony tłumaczył, że ona ma swoje życie uczuciowe.
Liliana Urbańska utrzymuje, że nigdy nie zauważyła nic niepokojącego w zachowaniach męża. W rozmowie ze mną stanowczo zaprzeczała zarzutom.
Tymczasem zgłosiła do się do mnie córka brata męża siostry Krzysztofa Sadowskiego. Potwierdza słowa Anny, że Liliana musiała wiedzieć o „dysfunkcji” męża już na początku lat 70-tych.
-

Moi rodzice byli bardzo blisko zaprzyjaźnieni z Lilianą i Krzysztofem, często się odwiedzali, byli rodziną. Pewnego dnia Krzysztof zaczepił mnie i wręczył manuskrypt „Pamiętników Fanny Hill” mówiąc, żebym poznała, jak to jest być kobietą i że potem możemy o tym porozmawiać. Miałam trzynaście lat. Przekazałam to tacie, który zrobił awanturę Krzysztofowi i Lilianie, po czym zerwaliśmy praktycznie kontakty rodzinne – mówi moja rozmówczyni (znam imię i nazwisko, zweryfikowałem związki rodzinne).

Zgłosiła się też do mnie córka jednego z muzyków grających przed laty m.in. w zespole Krzysztofa Komedy, która twierdzi, że Krzysztof Sadowski próbował molestować ją, gdy miała 15 lat i działo się to na przyjęciu, na którym była też Liliana Urbańska.

- To było na działce. Oni przyjechali tam razem z Lilianą, ja miałam piętnaście lat. Odeszłam na bok i wtedy koło mnie usiadł Krzysztof. Objął mnie i coś próbował, ale ja zaczęłam się wyrywać, potem krzyczeć. Przybiegli inni i zaczęli mnie uspokajać. Była przy tym Liliana

– mówi.

Matka i córka

Niezwykle wstrząsającą relację przekazała mi córka jednego z najsławniejszych polskich jazzmanów, prosząc o nieujawnianie nazwiska ze względu na dobro taty.

„Miałam 12-13 lat. Przyszedł w nocy, spałam w pokoju z Marysią i jeszcze jedną koleżanką. On przyszedł powiedzieć „dobranoc”,  Marysi wtedy nie było. Zaczął mnie łaskotać. Włożył ręce tam gdzie nie powinien i ja mu powiedziałam: "Nie. Przestań." Przestał, ale przesiadł się na łóżko do tej drugiej dziewczynki, włożył jej ręce pod kołdrę i robił to aż do chwili, gdy ona zaczęła płakać. Wtedy wstał i wyszedł. Ja powiedziałam tacie. Tata dorwał go w jakimś pomieszczeniu, przygwoździł i o mało nie pobił, wtedy weszłam do tego pomieszczenia i słyszałam, że jeszcze raz, to się źle skończy. Tata by mu nie darował, gdyby dotknął mnie jeszcze raz, więc tego nie robił. Potem wiele razy słyszałam, że Krzysiek Sadowski to stary pedryl, zboczeniec. Wszyscy dziwnie patrzyli, że się pokazywał wszędzie z młodymi dziewczynami. Dużo później mama przyznała mi się, że próbował się dobrać także do niej, dużo wcześniej, na jakimś wyjeździe, na którym byli razem z Lilianą. Ona mu nie pozwoliła na nic, on się zdziwił i powiedział: "No myślałem, że my tu będziemy tak razem jak w wielkiej rodzinie." Mama powiedziała o tym Lilianie, a ona na to: "No, przykro."”

- opowiada moja rozmówczyni.

Mam jeszcze kilka doniesień o sytuacjach, w których Krzysztof Sadowski zachowywał się niestosownie wobec młodych kobiet w obecności swojej żony. Dlaczego zatem Liliana Urbańska pozwoliła, by człowiek o takich zachowaniach pracował z dziećmi? Dlaczego pozwalała spać dzieciom w domu, zamykała je w piwnicy? Dlaczego nie reagowała, gdy Krzysztof chodził do nich w nocy, sadzał na kolana w autobusach, głaskał i łaskotał? Dlaczego pozwoliła, by ich wspólny dom stał się dla części dzieci piekłem? Trudno to wszystko pojąć. Gdy zadzwoniłem do niej przed pierwszym tekstem, długo rozmawialiśmy i myślałem, że Pani Liliana o niczym nie wiedziała, bardzo jej współczułem, że musi w tym wieku zmierzyć się z takim skandalem. Pani Liliana powiedziała mi, żebym więcej jej nie wypytywał, żebym pisał co chcę, ona nie będzie się wypowiadać. Pani Liliano, nie będę Pani nagabywał, ale apeluję o zabranie głosu i powiedzenie całej prawdy. O Krzysztofie i waszych tajemnicach, bo one są tu niezwykle istotne. Proszę, niech Pani to zrobi dla skrzywdzonych przez męża dzieci. Trzeba je przeprosić. Trzeba oddać im sprawiedliwość i powiedzieć teraz prawdę. To niezwykle ważne.

Oświadczenie córki

Nigdy, żadnego tekstu nie „promowałem” nazwiskiem córki Pana Sadowskiego – Marii Sadowskiej. Nigdy nie obarczałem jej winą za grzechy ojca. Ponieważ jednak Pani Maria wydała oświadczenie nawiązujące do tej historii, publikuję je bez komentarza:

„Kochani! To były dla mnie najgorsze dwa miesiące mojego życia. Nikomu nie życzę, żeby musiał przechodzić przez takie piekło. Niespodziewanie, z dnia na dzień całe twoje dotychczasowe życie leży w gruzach... Dziękuję wszystkim, którzy wspierali mnie w tym czarnych chwilach. Nie wiedziałam, że jest Was aż tylu! Mówią „przyjaciół poznaje się w biedzie”, ja więc jestem człowiekiem szczęśliwym bo jednak otoczonym wspaniałymi przyjaciółmi. Dzięki Wam mogę stać z podniesioną głową. Życie toczy się dalej, a ja muszę się podnieść nie tylko dla siebie ale przede wszystkim dla moich ukochanych dzieci i męża. Nie pierwszy raz muzyka, film, tworzenie, bycie kreatywnym ratuje mi życie. Tak więc wracam do tego, co potrafię robić najlepiej. Dziś pierwszy raz, z duszą na ramieniu i z drżeniem serca wychodzę znów na scenę...”

- napisała na FB Maria Sadowska.

Krzysztof Sadowski nie odpowiada na moje sms, nie odbiera telefonu, nie oddzwania. Jego adwokat także nie odpisała na moje pytania i nie odebrała mojego telefonu. Na końcu publikuję jego oświadczenie.

Cała sprawa ma wiele wątków, w tym politycznych i finansowych, i jest niezwykle wstrząsająca. Wszystko ujawnimy w książce i filmie o kryciu pedofilii w show-biznesie, nad którym już pracuję.

Jeśli chcesz wspomóc to śledztwo i realizację filmu o kryciu pedofilii w Polsce zachęcam do udziału w zbiórce:

https://zrzutka.pl/pkw6ys

Możesz też wpłacać dobrowolne darowizny bezpośrednio na moje konto. Wszystko wykorzystam do zrobienia dobrego, niezależnego i bezkompromisowego dziennikarstwa:
Mariusz Zielke
84 1240 1024 1111 0000 0252 2171

Lub na zbiórce na PayPal:

https://paypal.me/pools/c/8hVeZEbuME

Pierwsze śledztwo w sprawie molestowania dzieci przez Krzysztofa Sadowskiego miało miejsce po doniesieniu mamy 10-letniej Ewy Gajdy w 1992 r. Nie doszło do gwałtu, Krzysztof Sadowski głaskał dziewczynki po ciele, a przy Ewie rozpiął rozporek i przeraził dziewczynkę. Relację Ewy potwierdza dziś Kasia, uczestniczka tych samych kolonii i wielu zajęć w zespole „Tęcza”. Niestety, gdy było prowadzone śledztwo, wystraszono dziewczynkę i odmówiła pokazania, co robił jej Sadowski.

Już po pierwszym artykule zgłosił się do mnie 47-letni Piotr, którego Sadowski molestował na początku lat 80-tych, po koncertach poezji śpiewanej Jana Pawła II, które miały miejsce w kościołach. Sadowski jest zresztą osobą bardzo religijną, wierzącą.

Kolejną osobą, którą skrzywdził i która się do mnie zgłosiła jest Justyna (imię zmienione), kobieta, którą Sadowski poznał w domu dziecka. Gwałcił Justynę przez cztery lata (zaczął, gdy miała 14 lat). Mimo że dziewczynka się skarżyła, nikt nie reagował. Niedawno ujawniła się też Olga Śmigielska, która w TVN24 opowiedziała o molestowaniu i gwałtach dokonywanych przez Sadowskiego, przyjaciela jej ojca. Ojciec nie uwierzył Oldze, gdy mu powiedziała o postępowaniu Krzysztofa.

Następnie zgłosił się do mnie Marek (imię zmienione), chrześniak Sadowskiego. Twierdzi, że był molestowany przez 2 lata. Jego opowieść jest wyjątkowo bulwersująca.

Zgłosiły się do mnie dwie kobiety, które twierdzą, że próbowano je molestować w 2017 r.

OŚWIADCZENIE KRZYSZTOFA SADOWSKIEGO

„W związku z pojawiającymi się w mediach nieprawdziwymi informacjami dotyczącymi moich relacji z uczestniczkami programów telewizyjnych „Tęczowy Music Box” i „co jest grane?” oraz podopiecznymi fundacji „Tęcza”, stanowczo zaprzeczam stawianym mi zarzutom. Wszystkie pojawiające się na mój temat „rewelacje” oparte są na pomówieniach jednej osoby, której personaliów nie ujawnię, nie chcąc jej zaszkodzić. Jest to osoba znana mi i mojej rodzinie od przeszło 20 lat i przez większość tego czasu pozostająca z nami w bliskich stosunkach. Niestety, w ubiegłym roku osoba ta poprosiła mnie o przekazanie jej dużej kwoty pieniędzy, które miały posłużyć jej ułożeniu sobie życia. Nie będąc w stanie spełnić tej prośby, ale też mając poczucie nadużycia naszej przyjaźni –odmówiłem. Wówczas, było to w czerwcu ubiegłego roku, zerwała kontakty z nami i skierowała przeciwko mnie zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Dokładna treść zarzucanych mi czynów nie jest mi znana, gdyż –choć postępowanie toczy się już rok –nie zostałem w nim przesłuchany ani jako świadek, ani tym bardziej jako podejrzany. O toczącym się postępowaniu wiem tylko dlatego, że została w nim przesłuchana w maju br. moja była żona. Chciałbym też wyraźnie podkreślić, że przed publikacją dotyczących mnie materiałów nikt nie podjął próby kontaktu ze mną w celu dowiedzenia się jak wygląda cała historia z mojego punktu widzenia. Jestem osobą w podeszłym wieku i złym stanie zdrowia. Kierowane wobec mnie publicznie oszczerstwa dodatkowo ten stan pogarszają, podważając mój dorobek zawodowy i artystyczny oraz godząc w moje dobre imię. Przede wszystkim jednak sprawa ta odbija się fatalnie na mojej rodzinie, krzywdząc moją żonę i córkę. Staliśmy się obiektem bezpośrednich ataków ze strony obcych nam osób, godzących w naszą prywatność i poczucie bezpieczeństwa. Zachowanie mediów w tej sprawie oceniam jako skandaliczne i nieodpowiedzialne. W poszukiwaniu sensacji posunęły się one nie tylko do ataku na mnie, ale doprowadziły do ataku na całą moją rodzinę. Dlatego też proszę i kieruję tę prośbę zarówno do mediów, które już rzuciły się na mnie, jak i do takich, które dopiero planują dołączyć do tej watahy, o powstrzymanie się od dalszego szkalowania mnie i umożliwienie mi podjęcia obrony w przewidzianej do tego procedurze karnej. Nigdy nie uchylałem się przed współpracą z organami ścigania i jestem gotów –w miarę moich możliwości –pomagać w wyjaśnieniu całej sprawy. Jednocześnie oświadczam, że wobec mediów i osób mnie oczerniających podejmę kroki prawne w celu oczyszczenia swojego imienia i dorobku.”