Podczas realizacji muzycznych programów dziecięcych dla dwóch największych stacji telewizyjnych w Polsce przez wiele lat dochodziło do aktów pedofilii i molestowania dziewczynek – twierdzą po latach uczestniczki. Trudno oszacować liczbę ofiar, może być ich bardzo dużo.

Telewizje mają narzędzia, żeby skutecznie i rzetelnie wyjaśnić sprawę. Wtedy dowiemy się, czy ofiary mówią prawdę i czy jest ich więcej.

Ofiary twierdzą, że przypadki pedofilii miały miejsce przy realizacji programów „Tęczowy Music Box” (był emitowany w TVP) i „Co jest grane?” (emisja w Polsacie) oraz przy organizacji wielu koncertów i występów zespołu muzycznego „Tęcza”. Dziewczynki miały być też gwałcone w siedzibie fundacji finansującej działania zespołu i wspierającej dzieci uzdolnione muzycznie, domu znanego artysty (gdzie miały być zamykane na noc w piwnicy), w samochodzie sprawcy oraz siedzibie jednego z najważniejszych polskich stowarzyszeń muzycznych.

„Słyszałam o tych zarzutach, ale nie przypuszczałam… trudno mi je zrozumieć. Dlaczego dzieci nie zgłaszały tego rodzicom? Nie miałam żadnych sygnałów. Ja mogę tylko powiedzieć, że niczego nie dostrzegłam, nie zauważyłam żadnych symptomów. Nie wierzę w te oskarżenia. Zaprzeczam też stanowczo, że mogło dochodzić do tego w siedzibie fundacji, nikt nie zamykał dzieci w piwnicy. Przewijało się tu setki dzieci, ale nigdy nie zostawały na noc” – usłyszałem od osoby zarządzającej fundacją.

Według moich informacji są co najmniej trzy ofiary. Dwie zdecydowały się zeznawać, trzecia odmawia, mimo moich usilnych próśb, by zgłosiła się do prokuratury. Skala może być znacznie większa, gdyż oskarżany artysta pracował z setkami dzieci. Jeśli więc kobiety oskarżające mężczyznę nie kłamią (a jest to niezwykle mało prawdopodobne), możemy mieć do czynienia z największą aferą pedofilską w środowisku artystycznym w Polsce. Dowody na winę sprawcy widziałem osobiście i moim zdaniem są niepodważalne, dodatkowo niezwykle wstrząsające. To nie tylko wyznania ofiar, ale też nagrania. Staram się zbadać całą sprawę, próbowałem namówić do tego innych dziennikarzy, ale niestety bez skutku.

Oskarżany to osoba bardzo znana w show-biznesie, muzyk dużej klasy, wpływowy i rozpoznawalny także na świecie. Ujawnienie jego nazwiska będzie szokiem dla całego środowiska oraz zatrudniających go stacji i instytucji. W części przypadków osoby dorosłe wiedziały, że „coś nie tak” było w relacjach ww. autorytetu z dziećmi, jednak na to nie reagowano. Próbuję ustalić, czy do telewizji zgłaszano doniesienia o molestowaniu, czy docierały sygnały o możliwych nadużyciach, czy władze stacji mogły jakoś na to zareagować.

Według wyznań ofiar, przestępca był wyjątkowo przebiegły i dobrze zorganizowany. Na swoje cele wybierał osamotnione i zagubione dziewczynki z niepełnych rodzin, zyskiwał zaufanie rodziców, osaczał dzieci i dopiero potem dopuszczał się czynów zabronionych, molestując dziewczynki przez wiele lat, a potem utrzymując nad nimi kontrolę, pomagając w karierze lub przekupując, żeby nie zgłaszały przestępstw.

Według moich informacji, od dłuższego czasu próbuje w panice przekonać ofiary do milczenia, oferując im nawet po kilkaset tysięcy złotych w zamian za podpisanie zobowiązań o poufności.

Wszystkie ofiary zostały potwornie skrzywdzone, przeżywają traumę i choć to nie one są winne, tak właśnie się czują. Jedna z nich została luksusową damą do towarzystwa, ma ogromne problemy psychologiczne. Zgłosiła się do mnie jako do ghostwritera, opowiadając swoją historię, ale absolutnie zabraniając ujawnienia personaliów jej, klientów czy omawianego pedofila.

Przez ponad rok próbowałem zainteresować tym tematem dziennikarzy i wydawców. Niestety z kolejnych wydawnictw odchodziłem z kwitkiem. Wszyscy radzili mi, żebym sobie odpuścił, żebym nie wkładał kija w mrowisko, bo sobie zaszkodzę. Nikt mi nie chciał pomóc.

Nie mogłem jednak tego tematu odpuścić. Uważam, że takie rzeczy trzeba nagłaśniać, żeby dać szansę innym potencjalnym ofiarom na zgłoszenie sprawy. Ofiary nie wiedząc o sobie, myślą, że są jedyne, czują się winne, nie zdają sobie sprawy z możliwej dużej skali zjawiska. Nie da się tego zbadać bez rzetelnego śledztwa i nagłośnienia sprawy. Dlatego spisałem tę historię w kilku wersjach, licząc na to, że inne ofiary pedofila się ujawnią. Tak powstała książka „Bejbi, historia dziewczyny klasy premium”, w której pierwsza część poświęcona jest molestowaniu bohaterki przez opiekuna-artystę zwanego Koneserem. Napisałem go tak, żeby żadna osoba postronna nie była w stanie rozpoznać sprawcy (celowo robiąc kilka przekłamań), ale żeby był rozpoznawalny dla ofiar. Liczyłem, że może dzięki temu odważą się opowiedzieć o przestępstwach, zgłoszą je do mnie lub prokuratury. Myślałem, że taki projekt zainteresuje wydawców, że zrozumieją jego społeczny wymiar. Niestety bardzo się pomyliłem. Książka miała zostać wydana wiosną przez duże wydawnictwo, ale w ostatniej chwili oficyna się wycofała twierdząc, że nie stać jej na ryzyko procesów.

Szukałem nowego wydawcy, w końcu udało się doprowadzić do publikacji, książka dostępna jest w księgarniach i mam nadzieję, że wywoła efekt zainteresowania procederem wykorzystywania kobiet przy negocjacjach biznesowych oraz pedofilii przy realizacji programów z dziećmi.

Temat jest bardzo trudny, bo bez zgody ofiar nie mogę ujawnić szczegółów. To jest podobna sytuacja, jaka miała miejsce przy sprawie molestowania w telewizji przez znanego prezentera. Trudniejsza, bo chodzi o dzieci oraz zdecydowanie bardziej drastyczna.

W trakcie prac nad tą książką zupełnie przypadkiem trafiłem na doniesienia o innych możliwych przestępstwach pedofilii wśród artystów, w tym o płaceniu ogromnych pieniędzy za milczenie, stąd nabrałem pewności, że nie mogę tego tak zostawić. Dziewczyny (i chłopcy), podejrzewam, że jest Was znacznie więcej. Zacznijcie o tym mówić, nie pozwólcie, by sprawcy czuli się bezkarni, dziś, po świetnej pracy Tomka Sekielskiego i jego „Tylko nie mów nikomu” da się wyjaśnić każdą taką sprawę. Zapewniam pełną anonimowość i bezpieczeństwo, jeśli zdecydujecie się ze mną porozmawiać. To nie wy jesteście winne tylko sprawca!

Nazywam się Mariusz Zielke i jestem autorem książek opartych na faktach, czasem piszę też książki dla innych jako ghostwriter. Stąd przychodzą do mnie różni ludzie i opowiadają swoje niezwykłe historie. Czasem trudno w nie uwierzyć, ale ja potrafię ocenić dowody i wiarygodność osób i akurat w tym przypadku mam 100-proc. pewności, że zarzuty w stosunku do pedofila są prawdziwe. Kładę na szali całą swoją reputację. Przez kilkanaście lat byłem dziennikarzem śledczym. Trzy razy nominowano mnie do Grand Press. Zdobyłem tę nagrodę w 2005 r. Nigdy nie musiałem prostować istotnych informacji i przepraszać za swoje teksty, a napisałem ich kilka tysięcy. To ja pierwszy pisałem o podejrzeniach wobec największego złapanego polskiego łapówkarza Andrzeja M. (złapanego po kilku latach od mojego pierwszego tekstu) oraz o zmowach funduszy emerytalnych i wyprowadzaniu ogromnych pieniędzy emerytów przez grupy przestępcze. Tekstów o ustawionych przetargach nie zliczycie. Za prawdziwe publikacje o Panu Marku Falencie wytoczono mi 5 procesów, wszystkie prawomocnie wygrałem. Wszystkie stawiane przeze mnie publicznie zarzuty się potwierdziły. Kiedy zatrudniająca mnie gazeta nie chciała już publikować moich tekstów, bo nie podobały się reklamodawcom, założyłem gazetę w internecie i doprowadziłem do jej nominowania do Grand Press. Niestety nikt nie chciał się reklamować w gazecie publikującej materiały śledcze o nieprawidłowościach władzy.

Moje książki próbowano blokować. W przypadku powieści „Dla niej wszystko” miałem przez rok zakaz sądowy publikacji i wypowiadania się na ten temat, potem sąd uchylił zakaz, sprawę o możliwość publikacji teoretycznie więc wygrałem (tyle że książki i tak nie mogę opublikować).

Obiecuję, że sprawę pedofilii też doprowadzę do końca i wyjaśnię. Nawet, jeśli wszyscy będą przeciw. Liczę na to, że po tym tekście ofiary się ze mną skontaktują. Być może są to dziś bardzo znane gwiazdy polskiej sceny muzycznej i filmowej.

Dlaczego nie publikuję nazwiska oskarżanego muzyka? Po części to wyjaśniłem: nie mam zgody ofiar. Ponadto, mimo mojej pewności co do niepodważalności dowodów, druga strona ma prawo do obrony, a ja zawsze dopuszczam możliwość spisku czy pomyłki, staram się rzetelnie wszystko wyjaśnić.

Rozmawiałem z żoną oskarżanego mężczyzny. Jest zszokowana całą aferą i przerażona. Obawia się, że te zarzuty ich oboje zabiją (to osoby wiekowe, muzyk jest ciężko chory). Broni męża, twierdząc, że padł ofiarą szantażu, a ofiara zmyśla (nie wie, że jest więcej ofiar, w tekście, który mam nadzieję opublikować niedługo – już z nazwiskami – wyjaśnię dlaczego, moim zdaniem, żona sprawcy się myli i to nie jest żaden szantaż i zmyślenia, tylko ujawnienie faktów).

Muszę mieć jednak absolutną pewność, że nikogo niesłusznie nie skrzywdzę. Liczę też na odzew dziś dorosłych osób, które w dzieciństwie być może padły ofiarą tego człowieka (a może chcą się za nim wstawić i zaświadczyć o niewinności, wszystkich, którzy chcieliby zabrać głos w tej sprawie, proszę o kontakt, zapewniam anonimowość i uczciwe podejście).

Wszystko opublikuję rzetelnie i jeśli się pomyliłem, przyznam się do błędu i przeproszę. To trudny temat, łatwo popełnić pomyłkę, która może mieć nieodwracalne skutki. Wciąż badam sprawę. Najtrudniejszą, z jaką się mierzyłem.

Telewizja Polska i Polsat otrzymały szczegółowe pytania w tej sprawie kilka dni temu. Do dziś nie mam odpowiedzi. Opublikuję je zaraz po uzyskaniu.

Ofiary i wszystkie osoby, które mogą pomóc w wyjaśnieniu sprawy proszę o kontakt na mariusz.zielke@gmail.com Podkreślam, że chętnie porozmawiam z osobami, które uważają, że sprawca jest niewinny. Nie zamierzam pisać artykułów pod ustaloną tezę. Są oskarżenia, trzeba je po prostu wyjaśnić. Jeśli to pomówienia, także powinny być napiętnowane publicznie. Nie wolno pozwalać na zamiatanie takich spraw pod dywan, udawać, że one nas nie dotyczą.

Mariusz Zielke

info: screeny przy artykule pochodzą z kanału Kultowe Programy TV