„Sztuka Kochania”według „Dziadzi”

Poszłam do niego do pokoju na słynne nocne lekcje. Wyszedł do łazienki, wrócił w szlafroku. Gdy zaprotestowałam, powiedział, że idę w złym kierunku i wręczył mi książkę „Sztuka kochania” Michaliny Wisłockiej – opowiada Jola, której wróżono dużą karierę. Wcześniej, gdy miała 14 lat, Sadowski zażądał urodzinowego prezentu: piersi. „Co będzie pan z nią robił?” - zapytała Jola. Odpowiedział: „Będę ją całował i pieścił, będzie moja na zawsze”. Inną dziewczynkę miał zapytać: „Chcesz zobaczyć mojego robaczka?” Jola poprosiła kolegów muzyków, żeby „coś zrobili”. W 1998 r. na koncercie finałowym warsztatów w Puławach w „Domu Chemika” wielu muzyków wstało z miejsc i krzyknęło: „Zostaw dzieci!!!”. To nie był pojedynczy głos z sali! Jakim cudem ukryto ten fakt medialnie i prawnie, i pozwolono działać bezkarnie pedofilowi jeszcze przez 20 lat? Jakim cudem przyjeżdżał on potem na te same warsztaty i nikt nie reagował? Jakim cudem występował na uroczystościach dla sędziów i prokuratorów? Jakim cudem ściskał dłoń prezydentów Polski?

Mówimy o
człowieku, który był wieloletnim prezesem Polskiego Stowarzyszenia
Jazzowego, współtwórcą programów telewizyjnych, zasiadał w jury
wielu festiwali muzycznych, był niezwykle wpływowym przyjacielem
artystów, reżyserów, polityków, biznesmenów, sędziów...

W każdym
normalnym kraju po wybuchu afery tej rangi i skali prokuratura
błyskawicznie zabezpieczyłaby dowody i przeprowadziła skuteczne
śledztwo, organizacje feministyczne objęłyby postępowanie
specjalnym nadzorem, wsparły skrzywdzone kobiety i dziennikarzy
dążących do prawdy, politycy żądaliby rozliczeń, a media
informowały non stop o postępach śledztwa i o nowych doniesieniach
na czerwonych paskach. Skutkowałoby to ruchem takim jak #meeto, bo
Sadowski nie jest jedynym artystą o lepkich łapach.

W Polsce
jest jak zwykle – inaczej, niestety. Media informują dość
wstrzemięźliwie, oskarżany przez wiele miesięcy nie został nawet
przesłuchany (!), a większość czeka, aż w końcu wszelkie brudy
skutecznie zostaną zamiecione pod dywan jak w przypadku słynnej,
ale kompletnie wygaszonej afery Dworca Centralnego. No i kiedy w
końcu pozwą tego głupiego dziennikarza, który ujawnił aferę!

Jedni w
duchu liczą, że „dziadek” uwodził tylko nastolatki, a wtedy w
ogóle nie ma problemu (na zasadzie: same sobie winne, skoro chciały
robić karierę).

Inni wciąż
oszukują się, że nawet jeśli były młodsze, to może tylko je
sobie „macał” („Niech sobie Krzysio pomaca te swoje
dziewczynki” padło rzekomo z ust znanego autorytetu). W końcu to
nic złego? Czego tu się w ogóle czepiać? Co najwyżej można
pożartować (w środowisku chodził taki obrzydliwy żart o tym
jazzmanie, że jego największym przebojem jest piosenka o tytule:
„Chodź maleńka, chodź do dziadzi, dziadzia cię na konia
wsadzi”).

Znajomi
Sadowskiego oczywiście udają, że nic nie wiedzieli (niektórzy
słyszeli jedynie i widzieli „coś tam”, nie myśleli, „że to
aż tak”), całą sprawą się brzydzą, uważają za ohydną,
nieliczni przejmują się i współczują, no ale w ogóle to
porozmawiajmy o klimacie i globalnym ociepleniu.

Cóż,
suche fakty są następujące:

-
Krzysztof Sadowski od wczesnych lat 70-tych molestował i
„rozdziewiczał” nastolatki;

- potem w
latach 80-tych molestował co najmniej dwóch chłopców (Piotra i
Marka, w wieku około 12 lat);

- przez
cztery lata gwałcił Justynę, którą znalazł w domu dziecka
(miała 14 lat, gdy zaczął);

- w latach
90. molestował niemal oficjalnie nawet 10-latki (co najmniej 2
relacje takich dziewczynek, mówią że wielu dzieciom wkładał rękę
pod bluzkę i w majtki; to rzekomo była norma zachowań na
wycieczkach i wakacyjnych wyjazdach oraz warsztatach);

- także w
latach 90. gwałcił co najmniej 5 dziewczynek w wieku od 11 do 14
lat;

- w 2017
r. (mając 81 lat) molestował 20-letnią Jagodę (córkę
przyjaciółki), skutecznie zniechęcając ją do muzyki i „macał
po pupie” 15-letnią Izę (córkę znanego jazzmana, innego
wykładowcy z Puław);

Kilka lat
wcześniej doprowadził „czymś” do płaczu po sesji w pokoju
inną piętnastolatkę (efekt: dziewczyna zrezygnowała z muzyki,
dziś jest poza środowiskiem).

Doniesień
o tym, że coś próbował, sugerował, proponował, zachęcał,
kładł rękę na kolano, przychodził w nocy i głaskał lub
„straszył”, żeby włożyć łapę pod kołdrę, doprowadzał
dzieci do płaczu tym swoim „macaniem”, trzeba mu było dać po
łapach, zachowywał się niestosownie... trudno zliczyć.

W głowie
się nie mieści, że tyle osób o tym wiedziało, a nawet było tego
świadkiem i prawie nikt skutecznie nie reagował!

Nie
oszczędzał przy tym rodziny i dzieci znajomych. Wśród
poszkodowanych są znane osoby oraz bliscy. Jednym z molestowanych
jest chrześniak, z którym pan Sadowski utrzymywał niezwykle zażyłe
kontakty i który uważał go niemal za ojca. Jest córka osoby
bliskiej panu Sadowskiemu, której ten proponował seks za pieniądze,
gdy miała 13-14 lat (on miał ponad 60.). Jest ktoś równie bliski,
którego relacji jeszcze nie ujawniłem (namawiam tę osobę do zgody
na publikację). Czy naprawdę powinienem pisząc o tym wszystkim
używać słów „rzekomo”, „jak twierdzą”, „domniemane”?
Czy te wszystkie osoby mogły to zmyślić, się zmówić, żeby
wrobić biednego „Krzysia”, o którego upodobaniach szeptało od
dawna całe środowisko muzyczne? Którego zachowania na warsztatach
i w klubach budziły powszechne zażenowanie i czasem
groteskowo-przerażające sytuacje, ale nikt za bardzo nie wiedział,
co z tym dalej zrobić (poza kilkoma groźbami obicia po pysku)?

Żadna z
oskarżających osób nie chce od sprawcy grosza. Chcą tylko zdania:
„to prawda, skrzywdziłem was, przepraszam”.Pan
Krzysztof jednak wciąż utrzymuje, że to pomówienia „jednej
chorej psychicznie osoby”.

Pożądana
niewinność

Jola
pracuje dziś w wielkiej korporacji. Przed laty wróżono jej dużą
karierę muzyczną, wysoko oceniano na konkursach, wygrywała wiele
festiwali muzycznych. Na jednym z nich poznała szefa Polskiego
Stowarzyszenia Jazzowego.

- Miałam dwanaście lat. Wygrałam festiwal, w jury siedział Krzysztof Sadowski i był dla mnie guru, musiałam go poznać, byłam zafascynowana jego córką. Spotkaliśmy się za kulisami, on mi powiedział: twoje śpiewanie jest wyjątkowe i zaprosił do współpracy. Tak to się zaczęło - opowiada Jola.

Przez
prawie dwa lata pan Krzysztof przygotowywał Jolę do tego, co miało
nadejść. Zyskiwał jej zaufanie i przyjaźń. Nagradzał, dawał
prezenty, płyty, stwarzał atmosferę, w której czuła się
wyjątkowo doceniana, obiecywał karierę, wprowadzał w świat
mediów (występy w „Co jest grane” w Polsacie i „Ziarnie” w
TVP), skomponował dla niej piosenkę i nagrał z nią teledysk. Jola
przyjeżdżała ze swojego miasta do domu Sadowskiego, nocowała tam,
uczyła się, stawała częścią wielkiej artystycznej rodziny.
Zachęcała też do przyjazdu inne dziewczynki ze szkoły muzycznej,
w której się uczyła.

- Efekt był taki, że całe autobusy dzieci jeździły do Warszawy. Początkowo niczego złego nie dostrzegałam, nie miałam żadnych ostrzeżeń, że coś może być nie tak. Dopiero dużo później natrafiłam na sytuację, że jedna z dziewczynek wyszła z płaczem z pokoju pana Krzysztofa, ale on tłumaczył, że to z powodu tego, że na nią nakrzyczał za błędy w śpiewaniu. Poprosił, bym jej więcej nie przywoziła ze sobą. Spałam często w domu na Raniuszka, w tym w słynnej piwnicy. Liliana zamykała nas tam na klucz, było to może dziwne, ale się tym nie przejmowałam. Piwnica była zamieniona na studio, było tam dużo ciekawych rzeczy, więc mi się to podobało, fascynowało mnie. Można było poszperać po zakamarkach, znaleźć zdjęcia i oryginalne kasety Milesa Davisa, a także intymne listy, m.in. od wspaniałego człowieka, Jurka Czuraja, do Marysi. To wszystko było jak z baśni pełnej tajemnic. Czułam się na Raniuszka dobrze, bardzo im wszystkim ufałam, choć nienawidziłam pokoju pana Krzysztofa, bo kazał mi się tam kłaść na łóżko, a ja nie rozumiałam, po co. Mówił: „Posłuchamy muzyki”, a ja pytałam: „A pan też będzie leżał?” Odpowiadał: „Nie, ja posiedzę.” Ale nic mi nie robił. Pewnego dnia zaproponował, że chce być jak mój tata, a ja odparłam: „Ale ja mam tatę” - mówi Jola.

Uważa, że
już wtedy próbował dojścia do niej, jednak postępował z dużym
wyczuciem i ostrożnością, wówczas tych działań tak nie
interpretowała, nie rozumiała ich. Sadowski powoli zdobywał
zaufanie. Wydzwaniał do dziewczynki, prowadził z nią długie
rozmowy. Przyjeżdżał do jej domu, nocował tam.

- Próbował być ze mną sam na sam, zapraszał na spacery, ale wtedy moja mama się wtrącała i zawsze chciała nam towarzyszyć. Nadal byłam małą dziewczynką i mama mnie pilnowała, nie miał dostępu i myślę, że to mnie uratowało. Moja mama bardzo dużo ze mną rozmawiała, tłumaczyła, przez co byłam ostrożna, a dodatkowo pyskata. Gdy już miałam pierwsze symptomy, że coś może jest nie tak i miałam przyjechać do domu na Raniuszka, pytałam pana Krzysztofa, czy będzie Marysia, bo wtedy czułam się w tym domu bezpiecznie, wiedziałam, że przy niej nic mi się nie może stać. A jak nie było Marysi, to bardzo mocno trzymałam się z panią Ireną, która tam była gosposią i mam wrażenie, że ona mnie ostrzegała, starała się pilnować przed panem Krzysztofem – relacjonuje moja rozmówczyni. Inna kobieta, której proponował seks za pieniądze powiedziała mi, że pani Irena też ją chroniła, sugerowała, że nie powinna być z Krzysztofem sam na sam.

Bezcenna
pierś

Po dwóch
latach znajomości Krzysztof Sadowski uznał, że nadszedł czas na
rewanż.

- Latem 1996 r. powiedział do mnie: „Znamy się tak długo i jak przyjdzie grudzień, to chciałbym dostać od ciebie na urodziny coś wyjątkowego”. Zapytałam, co to ma być. Odparł: „Chciałbym, żebyś podarowała mi swoją pierś”. „A co pan będzie robił z moją piersią?” - zapytałam. „Będę ją całował, pieścił, będzie moja na zawsze” - usłyszałam. Miałam 14 lat. Nigdy mojej piersi nie dostał. Ale ja wtedy zaczęłam rozumieć, o co chodzi, że coś niedobrego się dzieje i zaczęłam się temu przyglądać uważnie – opowiada Jola.

Nie było
jej łatwo się z tym oswoić, bo prawda oznaczała koniec marzeń i
szans na muzyczną karierę. Gdyby powiedziała o zachowaniu pana
Krzysztofa mamie, ta z pewnością zabroniłaby jej przyjeżdżać do
Warszawy.

- To była trudna sytuacja, bo ja tych ludzi kochałam, nie chciałam ich stracić, czułam jednocześnie, że jeśli nie dam mu tej nagrody, to coś mi ucieknie, coś się zamknie, bardzo się tego bałam. Przyszedł któregoś razu jak spałam w domu, wszedł i powiedział: „pamiętaj, nadchodzi grudzień, pierś jest moja”. To było straszne – mówi kobieta.

Grudzień
minął, piersi nie dostał, Jola nauczyła się unikać sytuacji, w
których mogłaby być zagrożona, pan Krzysztof nie naciskał, miał
wiele innych ofiar. Tymczasem rezolutna nastolatka zaczęła wręcz
prowadzić swoje prywatne śledztwo, przyglądając się działaniom
Sadowskiego wobec innych dziewczynek.

- On cały czas mi mówił, że jestem wyjątkowa, wspaniała, a ja pewnego dnia w jego pokoju w bursie, który był obok naszego pokoju, znalazłam album ze zdjęciami wielu dziewczynek. Nie było zdjęć zdrożnych. Ale było mnóstwo zdjęć dziewczynek leżących w jego pokoju na łóżku i to mnie mocno wtedy uderzyło. Mam wrażenie, że jego kręciła ta niewinność i to, że nad nimi panuje i coś im daje. Zaczęłam przyglądać się innym dziewczynkom przyjeżdżającym do domu i na warsztaty do grupy keyboardzistów, jedynej nieletniej na warsztatach w Puławach. Wniosek był taki, że wszystkie dziewczyny były bardzo ładne, a pan Krzysztof zaprasza je na nocne lekcje, o których już krążyły legendy tak samo jak o tym, że w pokoju pana Krzysztofa sypiają dziewczynki. Była wśród uczennic na przykład miss nastolatek i była taka piękna dziewczyna – Basia. I ta Basia nocowała z panem Krzysztofem w pokoju. Pamiętam, że próbowałam ją stamtąd wyciągnąć. Mówiłam: „Chodź do nas do pokoju, my robimy śmieszne rzeczy, zobaczysz, że u nas jest fajnie. Co ty robisz u tego starego pryka”. Ona jednak była od niego uzależniona. Przez takie działania on mnie miał za wywrotowca, który buntuje przeciwko niemu całą grupę. A o tym, że dziewczynki śpią u niego w pokoju, że udziela nocnych lekcji, wiedzieli dosłownie wszyscy. Pewnego dnia postanowiłam spróbować, co on robi w nocy z tymi dziewczynkami. I powiedziałam, że chcę przyjść do niego w nocy na lekcję. „Ty?” – odpowiedział – „przecież ty tu pijesz piwo, latasz za chłopakami, naprawdę chcesz?” Odparłam: „Tak, bardzo chcę zobaczyć, jak wyglądają u pana lekcje.” No i idę na tę nocną lekcję, on mnie zostawia, rusza do łazienki, wychodzi w szlafroku. A ja sobie myślę: „no to ładnie, wszystko jasne”. Mówię: „Panie Krzysztofie, co pan wyprawia? Traktuję pana jako bliską mi osobę, jest pan dla mnie ważny, a pan robi takie rzeczy?” A on na to wyjął książkę „Sztuka kochania” Michaliny Wisłockiej i powiedział: „Tę książkę czytały już różne dziewczyny i zmądrzały, a ty widzę idziesz w złym kierunku. Weź tę książkę, przeczytaj i jak będziesz gotowa, przyjdź do mnie, to może docenisz na jakim poziomie może być nasza relacja” - opowiada Jola.

To
był 1997 rok. Jola miała 15 lat, jeszcze rok utrzymywała relacje z
Sadowskim, choć wiele osób ją ostrzegało i prosiło, żeby się
uwolniła z tego domu, bo jest toksyczny. W 1998 r. namawia muzyków
na akcję „zostaw dzieci”.

- Miałam już szesnaście lat, rozmawiałam otwarcie z wieloma muzykami o tym, co się dzieje u Sadowskiego. Dziś są to bardzo znane osoby. Ostrzegałam też dziewczynki przed Sadowskim. W końcu poprosiłam młodych muzyków, żeby coś z tym zrobili. Wcześniej jeden z wykładowców o mało nie pobił Sadowskiego publicznie. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że z powodu córki (Sadowski ją obmacywał pod kołdrą – przypis MZ), ale ja z tym muzykiem też rozmawiałam, mówiłam mu, co Sadowski wyprawia. Podczas koncertu finałowego grupa kilkunastu mężczyzn wstała i skandowała do Sadowskiego: „zostaw dzieci”. Pan Krzysztof milczał, zszedł ze sceny. Podszedł potem do mnie i powiedział, że nie mam czego szukać u niego. Ja już nie chciałam tam być. Wtedy przyjechał po mnie brat i zabrał mnie z warsztatów. Opowiedziałam o wszystkim rodzicom, oddałam im też tę „Sztukę kochania”. Mama zadzwoniła do Sadowskiego, który zaczął się bronić, że ja tam się źle zachowywałam, że piłam piwo, brałam narkotyki, co było kompletną bzdurą. Ale o tych narkotykach opowiadał też moim nauczycielkom w szkole. Sekował mnie tak, że zrezygnowałam z kariery muzycznej, zostałam prawniczką. Śpiewać nie przestałam, muzyka pozostała moją pasją – mówi Jola.

Wielu
muzyków potwierdza, że na sali w Puławach padło „zostaw
dzieci”, ale większość mówi, że w tym czasie byli gdzieś za
kulisami, nie słyszeli tego dokładnie lub słyszeli z opowiadań
innych, nie widzieli, znają tylko z relacji...

Mama
Joli miała przez wiele lat wyrzuty sumienia, czy czasem nie
przeszkodziła córce w karierze. Dziś widzi, jak niewiele
brakowało, by Jola padła ofiarą i była jedną z wielu kobiet,
których życie „skończyło się, gdy przekroczyły próg domu na
Raniuszka”.

- Gdybym nie miała ogromnego wsparcia rodziców, przydarzyłoby mi się dużo więcej – kończy Jola.

Wiele
potwierdzających się doniesień

Wszystko
to brzmi nieprawdopodobnie, dziwnie? Problem w tym, że działania
pana Sadowskiego układają się w pewien schemat i powielają.
Przykładowo mam relację z Iławy, że tam też zaprosił jedną
dziewczynkę (córkę lokalnego polityka) do pokoju na nocną lekcję,
a potem poszedł do łazienki i wyszedł w szlafroku. Nigdy wcześniej
o tym nie napisałem, więc Jola nie mogła tego nigdzie przeczytać.
Według mojego informatora (bardzo znanego muzyka) dziewczynka z
Iławy przerażona uciekła przez okno, a jej tata zabronił
zapraszać Sadowskiego do Iławy. Z kolei sytuację z przekazaniem
„szczególnej” książki opowiedziała mi osoba bardzo bliska
rodzinie Sadowskiego, córka brata męża jego rodzonej siostry.

- Dał mi „Pamiętniki Fanny Hill, mówiąc, że dowiem się, jak to jest być kobietą, a potem możemy o tym porozmawiać. Miałam 13 lat – opowiadała.

To
zdarzenie miało miejsce na początku lat 70. Spowodowało rodzinną
awanturę i zerwanie kontaktów rodziców dziewczynki z Sadowskim i
jego żoną Lilianą Urbańską.

Mam też
wiele doniesień z Margonina i Chodzieży, że tam też Sadowski
zachowywał się wobec dzieci nieodpowiednio. W Margoninie wręcz
traktowano go jak wampira, ostrzegając dzieci, że nie wolno im być
sam na sam z Sadowskim, pilnując ich w sposób ostentacyjny.
Przyjazd szefa PSJ „wizytującego” warsztaty muzyczne wywoływał
popłoch wśród kadry.

- To przypominało jakąś komedię. Chodził za nim krok w krok wyznaczony w tym celu strażak i pilnował, żeby nic nie zrobił dzieciom, bo na jednej z lekcji złapał rzekomo dziewczynkę za pierś – opowiada jeden z najlepszych polskich muzyków.

Całkowicie
niezrozumiały jest fakt, że mimo takich zdarzeń, skandali, wiedzy
o sypianiu dziewczynek w pokoju Sadowskiego, doniesienia na policję,
wyrzucania go z warsztatów, akcji „zostaw dzieci”, anonimów,
ten człowiek miał takie wsparcie autorytetów, bywał u wielu
niezwykle wpływowych osób, w tym u prezydentów Polski, występował
przed sędziami i mógł ponownie przyjeżdżać na te same imprezy,
na których wiedziano o jego „upodobaniach” i niestosownych
zachowaniach. Jest to wręcz niewyobrażalne i powinno zostać teraz
bardzo szczegółowo wyjaśnione.

Wciąż
dostaję nowe doniesienia od świadków i ofiar. Bardzo ciekawy mail
nadszedł od kobiety dziś mieszkającej za oceanem.

„Prowadziłam
fanklub gwiazd Tęczowego Music Boksu. Spędziłam wiele czasu w domu
Sadowskich. Sadowski miał tam swoją kanciapę/takie swoje studio.
Dziewczyny w wieku szkoły podstawowej siedziały mu na kolanach, on
je po plecach masował. Liliana (żona) cały czas w domu była, na
pewno wiedziała, co on robił. Tak, miał takiego vana czerwonego z
kanapą z tylu. Kiedyś mnie i koleżankę zabrał na przejażdżkę
i zatrzymał się gdzieś w małej ulicy i nas do tylu wziął i
chciał łaskotać i pokazywał jakieś zdjęcia z music boxu.
Pamiętam też na kolanach u siebie mnie posadził. Do niczego nie
doszło poza łaskotaniem, ale myślę że dziewczyny z biednych
domów albo z pokaleczonych rodzin to na pewno były wykorzystywane.
Kiedyś przyjechał po mnie do domu, żeby mnie na lody zabrać. Mam
teraz 39 lat, wtedy miałam około 14-15, wiec dużo nie pamiętam,
ale ja kiedyś na wp wstawiłam komentarz (z 15 lat temu) pod
artykułem o Sadowskim, że to zbok i pedofil, ale komentarz został
usunięty wtedy. Wtedy inne czasy niestety. Te dziewczyny, które on
tam głaskał, macał, na kolana brał pewnie nie kojarzyły jego
zamiarów, wtedy to inne czasy były. Dzieciaki chciały się
pokazać, że znają Marysię i Sadowskiego i tam innych w TVP. Życzę
powodzenia z tą sprawa i jak ma pan jakieś minimal wątpliwości co
do prawdomówności tych ofiar to ja potwierdzam, że one mówią
prawdę.

Sadowski
raczej polował na takie dziewczynki, które chciały być bliżej
Marysi, bliżej bycia w telewizji, bliżej znanych osób no i
dziewczynki, których rodzice ufali Sadowskiemu, że je odwiezie
/przywiezie. Ja pamiętam jak kilkanaście razy towarzyszyłam
Sadowskiemu i Marysi na nagraniach music boxu i pamiętam całodzienne
siedzenie w stacji TVP , gdzie miałam okazję poznać wiele znanych
osób. Na tamte czasy dla dzieciaka bycie w Teleranku czy Music Box
to była frajda. Moi rodzice nie mieli samochodu wiec Sadowski zawsze
proponował, że nas zabierze, i zawsze jak nas odwoził to tego busa
zatrzymywał w jakiejś czarnej uliczce. Wtedy nic sobie z tego nie
robiłam, ale teraz to aż mi ciarki przechodzą, jak myślę o tym
busie z kanapą, poduszkami i zasłonkami! U Sadowskich zawsze było
mnóstwo dzieciaków w domu. Sadowski wystarczyłoby ze zaprosił ze
dwie czy trzy dziewczynki do tego swojego studia i one od razu haczyk
połknęły, bo je nagrywał i chwalił za talent, zawsze mu jakaś
dziewczyna na kolanach siedziała.”

Z maila
usunąłem dane osób. Wszystkie imiona ofiar w tekście są
zmienione, znam ich prawdziwe imiona i nazwiska, nie podaję ich
jednak publicznie.

Doniesień
jest bardzo dużo. Inna kobieta pisze:

„Gdzieś
koło roku 2000 pracowałam jako wolontariusz w magazynie
instrumentów w czasie

warsztatów
jazzowych w Puławach. Pewnego dnia Sadowski przyszedł się
przywitać, wyginając mi palec wskazujący przed oczami spytał, czy
chcę zobaczyć jego „robaczka”, po czym podał mi rękę i nie
chciał puścić dopóki nie dam mu „buzi”. Na szczęście tam
cały czas ktoś się kręcił i zaraz mnie puścił i na tym moje
kontakty z Sadowskim się skończyły. Wtedy, kiedy opowiadałam o
tym na warsztatach, wydawało się, że to tylko sprośne żarty
starszego pana. Pamiętam też, że przez kilka lat z rzędu
przyjeżdżała wokalistka, którą Sadowski otaczał szczególną
„opieką”, ona miała tiki nerwowe i my głupi nastolatkowie
wymyślaliśmy wokół niej i Sadowskiego różne teorie. Teraz mrozi
krew w żyłach myśl, że to mogła być jego ofiara...”

Maili o
zbliżonej treści mam już dziesiątki.

Dzięki aferze Sadowskiego, otrzymałem bardzo dużo doniesień o innych sprawach. Postaram się wszystkimi zająć. Wkrótce ujawnię nowe sprawy, w tym dotyczące bardzo znanych osób. Całość traktuję jako zbieranie dokumentacji do filmu o prawdziwym obliczu pedofilii w Polsce, o jej kryciu w różnych środowiskach. Moim zdaniem mam już bardzo wstrząsający materiał, który – mam nadzieję – doprowadzi do zmian w prawie, zniesienia przedawnienia takich przestępstw, wdrożenia narzędzi pomocy ofiarom i zmian w procedurach postępowania ze sprawcami i ze zbieraniem dowodów w takich sprawach. Jeśli chcecie wspomóc realizację filmu, prowadzę zbiórkę tutaj:

https://zrzutka.pl/pkw6ys

Możesz też wpłacać dobrowolne darowizny bezpośrednio na moje konto.
Wszystko wykorzystam do zrobienia dobrego, niezależnego i
bezkompromisowego dziennikarstwa:
Mariusz Zielke
84 1240 1024 1111 0000 0252 2171

Lub na zbiórce na PayPal:

https://paypal.me/pools/c/8hVeZEbuME

Na koniec
przeczytajcie jeszcze tego maila, uważam, że jest bardzo mądry i
pouczający, więc publikuję go w całości, bez komentarza.
Napisała go piosenkarka:

„Nie
jestem pewna, czy mój mail będzie przydatny, jednak nie potrafię
zostać obojętna na nagłaśnianą przez Pana sprawę. W moim
wypadku, całe szczęście, nie doszło do nadużyć fizycznych, ale
być może mój głos w tej sprawie okaże się jakkolwiek użyteczny.

W 2003
roku wybrałam się na swoje pierwsze warsztaty jazzowe, miałam
wtedy 15 lat. Wcześniej przez lata śpiewałam w zespołach
dziecięcych, chodziłam do szkoły muzycznej. Wydarzenie to miało
dla mnie spore znaczenie. Warsztaty „Od pop music do jazzu”
odbywały się w Młodzieżowym Domu Kultury „Centrum” w
Chorzowie (dzisiaj cała instytucja przeniosła się w inne miejsce).
Krzysztof Sadowski pojawił się w ostatnim dniu, kiedy to prowadził
koncert galowy zwieńczający warsztaty. Nie mogę wypowiadać się w
imieniu wszystkich ich uczestników, ale czuło się większe niż
dotąd podenerwowanie i podekscytowanie z uwagi na to, że to właśnie
ówczesny prezes PSJ-u miał nas usłyszeć. Należy dodać, że
większość uczestników, poza chyba dwoma czy trzema chłopakami,
stanowiły dziewczyny, w większości w wieku szkolnym.

Już przed
wejściem na scenę byłam zdenerwowana, drepcząc w miejscu,
powtarzałam tekst utworu. Wtedy podszedł do mnie Sadowski, rzucając
jakimś żartem, najprawdopodobniej mającym na celu rozładowanie
tremy. Po moim zejściu ze sceny poprosił, abym zaczekała na niego
za kulisami. Ze sceny zapowiedział kolejną wokalistkę i wrócił
do mnie. Wychwalał mój talent muzyczny. Porównywał mój głos do
Billie Holiday, wyciągnął ze swojej teczki jej płytę i mi ją
wręczył. Rzucił też, że „Billie była prostytutką, ale nie w
tym rzecz”. Tę uwagę pamiętam dokładnie, bo wydała mi się nie
na miejscu, ale uznałam, że przy całym jego słowotoku może
rzucił coś nieprzemyślanie. Poprosił o numer telefonu i adres,
powiedział, że pomoże mi w karierze, że mam ogromny talent…
Oczywiście, że czułam się dowartościowana, a rodzice pękali z
dumy.

Kilka
tygodni później zadzwonił do mnie do domu. Odebrała moja mama,
ale Sadowski chciał rozmawiać ze mną. Pamiętam tę rozmowę
bardzo dobrze, bo wyczekiwałam jej z niecierpliwością. Najpierw
zapytał, czy to ja jestem tą Cyganeczką z ciemniejszymi włosami.
Nie wiedziałam, o czym mówi, ale przeszło mi przez myśl, że mógł
wziąć numer telefonu nie tylko ode mnie. Następnie zapytał, czy
mam chłopaka. Trochę się zdziwiłam, ale uznałam to za „wujkowy
żart”. Miałam tylko 15 lat i nie rozumiałam, jaka mogła być
intencja jego pytania. Odparłam, że nie, więc zaprosił mnie na
Międzynarodowe Spotkania Wokalistów Jazzowych w Zamościu. Uznałam
to za ogromną szansę. Zgodziłam się ze sporym entuzjazmem.
Później przeszedł do wypytywania, czy miałabym przyjechać z
rodzicami. Wiedziałam, że rodzice nie będą chcieli puścić mnie
samej, dlatego odpowiedziałam z całą pewnością, że przyjadą ze
mną. Pamiętam, że pytanie padło kilka razy. Nie rozumiałam, co
może być dla niego problemem, a Sadowski zaczął się wycofywać.
Powiedział, że potrzebne mi demo. Rzucił, że wyśle mi
zgłoszenie, które będę musiała wypełnić i odesłać razem z
płytą. Nagrałam demo trzy dni później, oczywiście zgłoszenia
nie otrzymałam. Miałam poczucie, że gdzieś coś w tej rozmowie
zepsułam i tym samym zaprzepaściłam tak wielką szansę.

Po latach,
a dokładniej chyba cztery czy pięć lat temu przypomniała mi się
ta historia. Opowiedziałam ją znajomym muzykom i usłyszałam, że
przecież wszyscy wiedzą, że Sadowski to pedofil. Zmroziło mnie.
Węszyłam więc, pytając o Sadowskiego znajomych muzyków z innych
miast, wszyscy to potwierdzili. Wtedy zrozumiałam, co się stało, a
w zasadzie czego cudem udało mi się uniknąć. Powiedziałam o tym
swoim rodzicom rok temu. Moja mama przyznała, że podczas nagrywania
demo realizator przestrzegł ją, żeby nie zostawiała mnie nigdy
sam na sam z Sadowskim. Był jedyną osobą, która chciała nas
ostrzec.

Nie jestem
w stanie opisać rozgoryczenia i wściekłości na to, że ta kanalia
piastowała stanowisko prezesa PSJ-u przez tyle lat, tym samym
jeżdżąc na warsztaty i szukając ofiar. Nie mogę zrozumieć,
dlaczego NIKT nie był w stanie zareagować, przez co ja i tysiące i
dziewczyn byłyśmy narażone na nadużycia i gwałty. Świadczy to o
totalnej deprawacji, kolesiostwie i obrzydliwym przyzwoleniu na
najgorsze. Warsztaty, w których brałam udział, odbywały się w
2003 roku, Sadowski miał więc wtedy 68 lat, mógł dopuszczać się
gwałtów od dekad i nikt nic z tym nie zrobił. Nie potrafię
doszukać się informacji ile lat był na stanowisku prezesa PSJ poza
notatką biograficzną na jego stronie oraz jedną wzmianką na
stronie Onetu o tym, że w 2009 roku został wybrany ponownie. Nie
jest przecież możliwe, aby nikt ze ścisłych współpracowników
nie wiedział, czego dopuszcza się Sadowski.

Oburzają
mnie również komentarze muzyków, którzy naśmiewają się z
sytuacji. Pytania, czy mają teraz grać z rękami w kieszeniach,
żarty o tęczy w nazwie programu, koncentrowanie się na pomyłce w
nazwie Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego, a nie na samych
wydarzeniach, to wszystko jest oburzające i oddające poziom
znieczulicy, zobojętnienia i zepsucia obecnego w tym środowisku.
Przerażające jest to, że wśród nich są osoby, które były i są
nauczycielami i które nadal mają styczność z młodzieżą, a
wykazują się potężną ignorancją i bagatelizowaniem problemu,
który istniał i przypuszczam, że istnieć będzie nadal, a dotyczy
ich uczniów. Nie wiem kim trzeba być, aby przymykać na to oko.

Z wielu
doświadczeń moich oraz moich koleżanek, wynika, że w towarzystwie
generalnie panuje seksizm, uprzedmiotawianie kobiet, nadużycia.
Istnieje niemal pełne przyzwolenie na obrzydliwe zachowania, których
ze względów prawnych nie można nazwać pedofilią. To uniemożliwia
i zniechęca do dalszego rozwijania się i spełniania w tym
środowisku. Znacznie zawęża to też grono kobiet, które zdołały
się przebić do takich, które godziły się/ godzą się na takie
traktowanie, bądź są protegowanymi, mają wsparcie w postaci
członków rodzin istniejących w tym światku. Wiele dziewczyn o
ogromnym talencie, wykazując się kręgosłupem moralnym w przykrych
sytuacjach, zrezygnowało ze swoich muzycznych karier.”

Krzysztof
Sadowski nie chce rozmawiać z mediami, nie broni się publicznie,
wydał tylko oświadczenie. Publikuję je poniżej.

OŚWIADCZENIE KRZYSZTOFA SADOWSKIEGO

„W związku z pojawiającymi się w mediach nieprawdziwymi informacjami
dotyczącymi moich relacji z uczestniczkami programów telewizyjnych
„Tęczowy Music Box” i „co jest grane?” oraz podopiecznymi fundacji
„Tęcza”, stanowczo zaprzeczam stawianym mi zarzutom. Wszystkie
pojawiające się na mój temat „rewelacje” oparte są na pomówieniach
jednej osoby, której personaliów nie ujawnię, nie chcąc jej zaszkodzić.
Jest to osoba znana mi i mojej rodzinie od przeszło 20 lat i przez
większość tego czasu pozostająca z nami w bliskich stosunkach. Niestety,
w ubiegłym roku osoba ta poprosiła mnie o przekazanie jej dużej kwoty
pieniędzy, które miały posłużyć jej ułożeniu sobie życia. Nie będąc w
stanie spełnić tej prośby, ale też mając poczucie nadużycia naszej
przyjaźni –odmówiłem. Wówczas, było to w czerwcu ubiegłego roku, zerwała
kontakty z nami i skierowała przeciwko mnie zawiadomienie o
podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Dokładna treść zarzucanych mi
czynów nie jest mi znana, gdyż –choć postępowanie toczy się już rok
–nie zostałem w nim przesłuchany ani jako świadek, ani tym bardziej
jako podejrzany. O toczącym się postępowaniu wiem tylko dlatego, że
została w nim przesłuchana w maju br. moja była żona. Chciałbym też
wyraźnie podkreślić, że przed publikacją dotyczących mnie materiałów
nikt nie podjął próby kontaktu ze mną w celu dowiedzenia się jak
wygląda cała historia z mojego punktu widzenia. Jestem osobą w
podeszłym wieku i złym stanie zdrowia. Kierowane wobec mnie publicznie
oszczerstwa dodatkowo ten stan pogarszają, podważając mój dorobek
zawodowy i artystyczny oraz godząc w moje dobre imię. Przede wszystkim
jednak sprawa ta odbija się fatalnie na mojej rodzinie, krzywdząc moją
żonę i córkę. Staliśmy się obiektem bezpośrednich ataków ze strony
obcych nam osób, godzących w naszą prywatność i poczucie
bezpieczeństwa. Zachowanie mediów w tej sprawie oceniam jako
skandaliczne i nieodpowiedzialne. W poszukiwaniu sensacji posunęły się
one nie tylko do ataku na mnie, ale doprowadziły do ataku na całą moją
rodzinę. Dlatego też proszę i kieruję tę prośbę zarówno do mediów,
które już rzuciły się na mnie, jak i do takich, które dopiero planują
dołączyć do tej watahy, o powstrzymanie się od dalszego szkalowania
mnie i umożliwienie mi podjęcia obrony w przewidzianej do tego
procedurze karnej. Nigdy nie uchylałem się przed współpracą z organami
ścigania i jestem gotów –w miarę moich możliwości –pomagać w
wyjaśnieniu całej sprawy. Jednocześnie oświadczam, że wobec mediów i
osób mnie oczerniających podejmę kroki prawne w celu oczyszczenia
swojego imienia i dorobku.”


„Nazywał mnie Wisienką!”

Niemal wszystkie media podały już informację o podejrzeniach pedofilii Krzysztofa Sadowskiego, oświadczenie wydała też jego córka. To jednak wciąż dopiero początek afery, która sięga znacznie głębiej, niż ktokolwiek przypuszcza. Część jej wątków wstrząśnie wkrótce całą Polską.

Kolejne osoby zgłaszają się do mnie informując o czynach Krzysztofa Sadowskiego, wieloletniego szefa Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego, znanego muzyka, współtwórcy programów telewizyjnych, znajomego wielu wpływowych osób ze świata polityki, artystycznego i biznesowego. Wkrótce ujawnię całość zebranej i zweryfikowanej dokumentacji.

Jak to się zaczęło?

Pierwsze doniesienia o molestowaniu nieletnich mam z końca lat 60-tych. Według moich informatorek, Krzysztof Sadowski nie krył się ze swoimi „preferencjami” i uwodził nastolatki niemal oficjalnie, nie przejmując się nawet obecnością przy tym żony, Liliany Urbańskiej.

- Miałam 15 lat, on 34. Był bardzo miły, subtelny, działał z ogromną cierpliwością i delikatnością, nazywał mnie Wisienką. Pisał do mnie długie listy, interesowały go dziewczyny, które nie miały jeszcze partnerów seksualnych, chciał je „rozdziewiczyć”. Przede mną był z córką dyplomaty, także nieletnią. Moi rodzice byli rozwiedzeni, więc zastępował mi trochę ojca, potrzebowałam takiego przyjaciela. Nie mam po tym traumy fizycznej, choć wiem, że byłabym inną osobą, gdyby to się nie stało. Utrzymywaliśmy kontakty przez dwa lata. Gdy dowiedziała się o tym moja mama zrobiła awanturę Lilianie. Ona o wszystkim wiedziała. Krzysztof z niczym się nie krył

– opowiada dziś 64-letnia Anna (imię zmienione).
Anna twierdzi, że Krzysztof Sadowski nie zabezpieczał się podczas seksu, a potem wyznał jej, że jest bezpłodny (jest to istotny szczegół dla śledztwa ze względu na zeznania innych kobiet, w których to się powtarza). Brak zainteresowania jego postępowaniem ze strony żony tłumaczył, że ona ma swoje życie uczuciowe.
Liliana Urbańska utrzymuje, że nigdy nie zauważyła nic niepokojącego w zachowaniach męża. W rozmowie ze mną stanowczo zaprzeczała zarzutom.
Tymczasem zgłosiła do się do mnie córka brata męża siostry Krzysztofa Sadowskiego. Potwierdza słowa Anny, że Liliana musiała wiedzieć o „dysfunkcji” męża już na początku lat 70-tych.
-

Moi rodzice byli bardzo blisko zaprzyjaźnieni z Lilianą i Krzysztofem, często się odwiedzali, byli rodziną. Pewnego dnia Krzysztof zaczepił mnie i wręczył manuskrypt „Pamiętników Fanny Hill” mówiąc, żebym poznała, jak to jest być kobietą i że potem możemy o tym porozmawiać. Miałam trzynaście lat. Przekazałam to tacie, który zrobił awanturę Krzysztofowi i Lilianie, po czym zerwaliśmy praktycznie kontakty rodzinne – mówi moja rozmówczyni (znam imię i nazwisko, zweryfikowałem związki rodzinne).

Zgłosiła się też do mnie córka jednego z muzyków grających przed laty m.in. w zespole Krzysztofa Komedy, która twierdzi, że Krzysztof Sadowski próbował molestować ją, gdy miała 15 lat i działo się to na przyjęciu, na którym była też Liliana Urbańska.

- To było na działce. Oni przyjechali tam razem z Lilianą, ja miałam piętnaście lat. Odeszłam na bok i wtedy koło mnie usiadł Krzysztof. Objął mnie i coś próbował, ale ja zaczęłam się wyrywać, potem krzyczeć. Przybiegli inni i zaczęli mnie uspokajać. Była przy tym Liliana

– mówi.

Matka i córka

Niezwykle wstrząsającą relację przekazała mi córka jednego z najsławniejszych polskich jazzmanów, prosząc o nieujawnianie nazwiska ze względu na dobro taty.

„Miałam 12-13 lat. Przyszedł w nocy, spałam w pokoju z Marysią i jeszcze jedną koleżanką. On przyszedł powiedzieć „dobranoc”,  Marysi wtedy nie było. Zaczął mnie łaskotać. Włożył ręce tam gdzie nie powinien i ja mu powiedziałam: "Nie. Przestań." Przestał, ale przesiadł się na łóżko do tej drugiej dziewczynki, włożył jej ręce pod kołdrę i robił to aż do chwili, gdy ona zaczęła płakać. Wtedy wstał i wyszedł. Ja powiedziałam tacie. Tata dorwał go w jakimś pomieszczeniu, przygwoździł i o mało nie pobił, wtedy weszłam do tego pomieszczenia i słyszałam, że jeszcze raz, to się źle skończy. Tata by mu nie darował, gdyby dotknął mnie jeszcze raz, więc tego nie robił. Potem wiele razy słyszałam, że Krzysiek Sadowski to stary pedryl, zboczeniec. Wszyscy dziwnie patrzyli, że się pokazywał wszędzie z młodymi dziewczynami. Dużo później mama przyznała mi się, że próbował się dobrać także do niej, dużo wcześniej, na jakimś wyjeździe, na którym byli razem z Lilianą. Ona mu nie pozwoliła na nic, on się zdziwił i powiedział: "No myślałem, że my tu będziemy tak razem jak w wielkiej rodzinie." Mama powiedziała o tym Lilianie, a ona na to: "No, przykro."”

- opowiada moja rozmówczyni.

Mam jeszcze kilka doniesień o sytuacjach, w których Krzysztof Sadowski zachowywał się niestosownie wobec młodych kobiet w obecności swojej żony. Dlaczego zatem Liliana Urbańska pozwoliła, by człowiek o takich zachowaniach pracował z dziećmi? Dlaczego pozwalała spać dzieciom w domu, zamykała je w piwnicy? Dlaczego nie reagowała, gdy Krzysztof chodził do nich w nocy, sadzał na kolana w autobusach, głaskał i łaskotał? Dlaczego pozwoliła, by ich wspólny dom stał się dla części dzieci piekłem? Trudno to wszystko pojąć. Gdy zadzwoniłem do niej przed pierwszym tekstem, długo rozmawialiśmy i myślałem, że Pani Liliana o niczym nie wiedziała, bardzo jej współczułem, że musi w tym wieku zmierzyć się z takim skandalem. Pani Liliana powiedziała mi, żebym więcej jej nie wypytywał, żebym pisał co chcę, ona nie będzie się wypowiadać. Pani Liliano, nie będę Pani nagabywał, ale apeluję o zabranie głosu i powiedzenie całej prawdy. O Krzysztofie i waszych tajemnicach, bo one są tu niezwykle istotne. Proszę, niech Pani to zrobi dla skrzywdzonych przez męża dzieci. Trzeba je przeprosić. Trzeba oddać im sprawiedliwość i powiedzieć teraz prawdę. To niezwykle ważne.

Oświadczenie córki

Nigdy, żadnego tekstu nie „promowałem” nazwiskiem córki Pana Sadowskiego – Marii Sadowskiej. Nigdy nie obarczałem jej winą za grzechy ojca. Ponieważ jednak Pani Maria wydała oświadczenie nawiązujące do tej historii, publikuję je bez komentarza:

„Kochani! To były dla mnie najgorsze dwa miesiące mojego życia. Nikomu nie życzę, żeby musiał przechodzić przez takie piekło. Niespodziewanie, z dnia na dzień całe twoje dotychczasowe życie leży w gruzach... Dziękuję wszystkim, którzy wspierali mnie w tym czarnych chwilach. Nie wiedziałam, że jest Was aż tylu! Mówią „przyjaciół poznaje się w biedzie”, ja więc jestem człowiekiem szczęśliwym bo jednak otoczonym wspaniałymi przyjaciółmi. Dzięki Wam mogę stać z podniesioną głową. Życie toczy się dalej, a ja muszę się podnieść nie tylko dla siebie ale przede wszystkim dla moich ukochanych dzieci i męża. Nie pierwszy raz muzyka, film, tworzenie, bycie kreatywnym ratuje mi życie. Tak więc wracam do tego, co potrafię robić najlepiej. Dziś pierwszy raz, z duszą na ramieniu i z drżeniem serca wychodzę znów na scenę...”

- napisała na FB Maria Sadowska.

Krzysztof Sadowski nie odpowiada na moje sms, nie odbiera telefonu, nie oddzwania. Jego adwokat także nie odpisała na moje pytania i nie odebrała mojego telefonu. Na końcu publikuję jego oświadczenie.

Cała sprawa ma wiele wątków, w tym politycznych i finansowych, i jest niezwykle wstrząsająca. Wszystko ujawnimy w książce i filmie o kryciu pedofilii w show-biznesie, nad którym już pracuję.

Jeśli chcesz wspomóc to śledztwo i realizację filmu o kryciu pedofilii w Polsce zachęcam do udziału w zbiórce:

https://zrzutka.pl/pkw6ys

Możesz też wpłacać dobrowolne darowizny bezpośrednio na moje konto. Wszystko wykorzystam do zrobienia dobrego, niezależnego i bezkompromisowego dziennikarstwa:
Mariusz Zielke
84 1240 1024 1111 0000 0252 2171

Lub na zbiórce na PayPal:

https://paypal.me/pools/c/8hVeZEbuME

Pierwsze śledztwo w sprawie molestowania dzieci przez Krzysztofa Sadowskiego miało miejsce po doniesieniu mamy 10-letniej Ewy Gajdy w 1992 r. Nie doszło do gwałtu, Krzysztof Sadowski głaskał dziewczynki po ciele, a przy Ewie rozpiął rozporek i przeraził dziewczynkę. Relację Ewy potwierdza dziś Kasia, uczestniczka tych samych kolonii i wielu zajęć w zespole „Tęcza”. Niestety, gdy było prowadzone śledztwo, wystraszono dziewczynkę i odmówiła pokazania, co robił jej Sadowski.

Już po pierwszym artykule zgłosił się do mnie 47-letni Piotr, którego Sadowski molestował na początku lat 80-tych, po koncertach poezji śpiewanej Jana Pawła II, które miały miejsce w kościołach. Sadowski jest zresztą osobą bardzo religijną, wierzącą.

Kolejną osobą, którą skrzywdził i która się do mnie zgłosiła jest Justyna (imię zmienione), kobieta, którą Sadowski poznał w domu dziecka. Gwałcił Justynę przez cztery lata (zaczął, gdy miała 14 lat). Mimo że dziewczynka się skarżyła, nikt nie reagował. Niedawno ujawniła się też Olga Śmigielska, która w TVN24 opowiedziała o molestowaniu i gwałtach dokonywanych przez Sadowskiego, przyjaciela jej ojca. Ojciec nie uwierzył Oldze, gdy mu powiedziała o postępowaniu Krzysztofa.

Następnie zgłosił się do mnie Marek (imię zmienione), chrześniak Sadowskiego. Twierdzi, że był molestowany przez 2 lata. Jego opowieść jest wyjątkowo bulwersująca.

Zgłosiły się do mnie dwie kobiety, które twierdzą, że próbowano je molestować w 2017 r.

OŚWIADCZENIE KRZYSZTOFA SADOWSKIEGO

„W związku z pojawiającymi się w mediach nieprawdziwymi informacjami dotyczącymi moich relacji z uczestniczkami programów telewizyjnych „Tęczowy Music Box” i „co jest grane?” oraz podopiecznymi fundacji „Tęcza”, stanowczo zaprzeczam stawianym mi zarzutom. Wszystkie pojawiające się na mój temat „rewelacje” oparte są na pomówieniach jednej osoby, której personaliów nie ujawnię, nie chcąc jej zaszkodzić. Jest to osoba znana mi i mojej rodzinie od przeszło 20 lat i przez większość tego czasu pozostająca z nami w bliskich stosunkach. Niestety, w ubiegłym roku osoba ta poprosiła mnie o przekazanie jej dużej kwoty pieniędzy, które miały posłużyć jej ułożeniu sobie życia. Nie będąc w stanie spełnić tej prośby, ale też mając poczucie nadużycia naszej przyjaźni –odmówiłem. Wówczas, było to w czerwcu ubiegłego roku, zerwała kontakty z nami i skierowała przeciwko mnie zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Dokładna treść zarzucanych mi czynów nie jest mi znana, gdyż –choć postępowanie toczy się już rok –nie zostałem w nim przesłuchany ani jako świadek, ani tym bardziej jako podejrzany. O toczącym się postępowaniu wiem tylko dlatego, że została w nim przesłuchana w maju br. moja była żona. Chciałbym też wyraźnie podkreślić, że przed publikacją dotyczących mnie materiałów nikt nie podjął próby kontaktu ze mną w celu dowiedzenia się jak wygląda cała historia z mojego punktu widzenia. Jestem osobą w podeszłym wieku i złym stanie zdrowia. Kierowane wobec mnie publicznie oszczerstwa dodatkowo ten stan pogarszają, podważając mój dorobek zawodowy i artystyczny oraz godząc w moje dobre imię. Przede wszystkim jednak sprawa ta odbija się fatalnie na mojej rodzinie, krzywdząc moją żonę i córkę. Staliśmy się obiektem bezpośrednich ataków ze strony obcych nam osób, godzących w naszą prywatność i poczucie bezpieczeństwa. Zachowanie mediów w tej sprawie oceniam jako skandaliczne i nieodpowiedzialne. W poszukiwaniu sensacji posunęły się one nie tylko do ataku na mnie, ale doprowadziły do ataku na całą moją rodzinę. Dlatego też proszę i kieruję tę prośbę zarówno do mediów, które już rzuciły się na mnie, jak i do takich, które dopiero planują dołączyć do tej watahy, o powstrzymanie się od dalszego szkalowania mnie i umożliwienie mi podjęcia obrony w przewidzianej do tego procedurze karnej. Nigdy nie uchylałem się przed współpracą z organami ścigania i jestem gotów –w miarę moich możliwości –pomagać w wyjaśnieniu całej sprawy. Jednocześnie oświadczam, że wobec mediów i osób mnie oczerniających podejmę kroki prawne w celu oczyszczenia swojego imienia i dorobku.”


Afera Sadowskiego: „Molestował mnie ojciec chrzestny!”

„Marysia i Liliana spały na łóżku, ja na materacu obok. Krzysztof przyszedł do naszego pokoju w nocy, położył się obok mnie i zaczął głaskać, onanizował się, jak wiele razy wcześniej. Działo się to wszystko obok śpiącej żony i córki” - opowiada dziś czterdziestoparoletni syn chrzestny Krzysztofa Sadowskiego, znanego muzyka, którego kilkadziesiąt kobiet oskarża o molestowanie, a kilka o gwałty.

Marek
(imię zmienione) jest dziś uznanym fachowcem w swojej dziedzinie.
Skończył studia, wybudował dom, ma stabilną sytuację finansową,
jest inteligentnym, sympatycznym człowiekiem. Dwadzieścia lat był
żonaty, ma dzieci. Małżeństwo jednak się rozpadło.

- Wciąż jesteśmy przyjaciółmi. Gdybym wiedziała, co spotkało go w dzieciństwie, kto wie, czy wciąż nie bylibyśmy razem. Na pewno bym o niego walczyła, bo to wspaniały człowiek – mówi Anna (imię zmienione), była żona Marka. To ona najpierw się do mnie zgłosiła, po artykule o pedofilii Krzysztofa Sadowskiego, uznanego jazzmana, wieloletniego prezesa Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego (PSJ), współtwórcy programów telewizyjnych dla TVP i Polsatu, bardzo wpływowego człowieka w polskim establishmencie, znajomego polityków, biznesmenów, prawników, słowem: ludzi władzy i pieniędzy.

- Jestem w szoku. Przez kilkadziesiąt lat ten człowiek był naszym przyjacielem, przyjacielem całej rodziny, najbliższym z możliwych. Spędzaliśmy razem święta, odwiedzaliśmy się, przeżyliśmy wiele wspólnych chwil. A teraz dowiaduję się, że molestował także Marka i wracają te chwile, gdy czułam, że coś nie tak jest w relacjach męża z Krzysztofem. Nie rozumiałam tego, jak wielu innych znaków, które mi dawał. Gdybym tylko wiedziała, być może uratowalibyśmy nasze małżeństwo - kontynuuje Anna. - Wszyscy byliśmy wstrząśnięci, jak pan opublikował pierwszy artykuł, zastanawialiśmy się, czy to może być prawda, a tu nagle pojawia się Marek i wyznaje swojej matce i mnie, że był także molestowany przez Krzysztofa i żeby nie szukać usprawiedliwień dla tego człowieka, bo on to zrobił, to nie są żadne wymysły i powinien za to zostać ukarany.

Gdy po
kilku dniach od ujawnienia afery, Krzysztof Sadowski wydał
oświadczenie, w którym napisał, że jest niewinny i „oskarża go
jedna chora psychicznie kobieta”, Marek zdecydował się
opowiedzieć wszystko od początku do końca.

- Nie można tak kłamać. Te dziewczyny mówiące dziś o jego pedofilii przeżywają tortury. Jako człowiek, którego Krzysztof też molestował, dobrze je rozumiem, wiem, że chcą tylko prawdy, nie zasługują, żeby podważać ich relacje w taki sposób. Krzysztof jest winny, jest pedofilem. Zeznam to w prokuraturze i w sądzie, bo tak trzeba. Taka jest prawda – mówi Marek.

Spotykamy
się w ustronnym lokalu pod Warszawą. Marek jest przystojnym,
zadbanym mężczyzną, bardzo sympatycznym i otwartym. Nie widać po
nim traumy. Chyba ją przepracował lub wyparł.

- Wydawało mi się, że o tym na zawsze zapomniałem, poradziłem sobie, jak z wieloma innymi rzeczami, ale chyba to racja, że te przeżycia z dzieciństwa sprawiły, że jestem dość zamkniętą osobą, introwertykiem, nie szukam kontaktu z innymi, nie lubię, gdy się mnie dotyka. Dziś to wszystko wraca od nowa, może nie jest jakieś traumatyczne, ale pojawiają się wspomnienia z Krzysztofem, nie jest to łatwe – wyznaje.

Przyniósł
na spotkanie cztery grube albumy ze zdjęciami, żeby pokazać, jak
blisko był z rodziną Sadowskiego. Setki, może tysiące wspólnych
zdjęć. Chrzciny, święta, inne uroczystości. Na fotografiach
Krzysztof Sadowski, jego żona Liliana Urbańska, wielki przyjaciel
rodziny malarz Jerzy Czuraj, ojciec chrzestny Marysi Sadowskiej, sama
Marysia, inne dzieci, rodzina, przyjaciele, dziadkowie. Marek nie
zmyśla.

- Ufałem Krzysztofowi. Był moim ojcem chrzestnym, kimś, kogo można powiedzieć kochałem jak ojca. Zresztą biologicznego ojca nie poznałem, mama wychowywała mnie sama, a że była z Krzysztofem blisko, to on zastępował mi ojca. Miałem do niego ogromne zaufanie, był dla mnie dobry i nigdy nie pomyślałbym, że może mi zrobić coś złego. Pierwszy raz stało się to, gdy miałem może dziesięć, jedenaście lat, nie pamiętam dokładnie. Krzysztof gdzieś jechał i Liliana powiedziała, żeby mnie zabrał ze sobą, na lody. Jechaliśmy jego czerwonym busem. Ale zamiast na lody pojechaliśmy pod Kampinos w ustronne miejsce. Tam Krzysztof powiedział, że pokaże mi coś przyjemnego. Zaczął mnie dotykać w miejscach intymnych. Nie byłem dojrzały, więc nic się nie działo, on mi tłumaczył, że w przyszłości moje ciało będzie inaczej reagować, że on mnie nauczy, jak z tego korzystać. Przedstawiał to w taki sposób, jakby chciał mi dać coś dobrego, a ja wiedziałem, czułem, że tak nie jest. Potem wziął moją rękę i zmusił mnie, żebym go onanizował. Wtedy nie wiedziałem, jak to nazwać, kompletnie nie umiałem na to zareagować, zaprotestować, nie rozumiałem całej sytuacji. Po wszystkim pojechaliśmy na lody, a ja byłem zdruzgotany, bo nie umiałem o tym nikomu powiedzieć, a przecież mi się to bardzo nie podobało. Potem wielokrotnie się to wszystko powtarzało. Jechaliśmy albo pod Kampinos, albo na bulwary nad Wisłą. Krzysztof kompletnie nie przejmował się tym, że ludzie przechodzą obok samochodu. Może dlatego, że samochód był trochę wyższy niż normalne auta i nie było z ulicy widać, co się dzieje poniżej szyby. Jeśli kogoś widział, przerywał na chwilę, czekał aż ludzie przejdą, a potem znów mnie dotykał i się onanizował moją dłonią. Trudno mi wytłumaczyć, dlaczego nikomu nie powiedziałem wtedy czy później. Chyba główny powód był taki, że zwyczajnie nie potrafiłem rzucić oskarżeń na osobę tak mi bliską i bliską mojej mamie. On naprawdę zastępował mi ojca. Jego córkę Marysię uważałem za siostrę. Moja mama była jego najbliższą przyjaciółką. I teraz miałem powiedzieć im wszystkim, że on mnie dotyka, że każe mi sobie to robić? Trwało to wszystko dwa lata, potem jakoś się urwało, nie pamiętam czy tak po prostu, czy powiedziałem, że już nie chcę, żeby mi to robił. Ciągle powraca do mnie jeden nasz wyjazd na ferie do miejscowości Zawoja. Zabrali mnie ze sobą, chyba po to, żeby pocieszyć po śmierci babci, ale mogę tu się mylić, mogło mi się coś pomieszać. Oni jeździli tam wszyscy na nartach, Marysia się uczyła, a ja nie umiałem jeździć. W nocy spałem w jednym pokoju z Lilianą i Marysią, a Krzysztof w drugim. Ja chyba chciałem spać z dziewczynami licząc, że to mnie uchroni przed Krzysztofem, ale on w nocy przychodził, kładł się na podłodze, dotykał mnie i onanizował się, mimo że Marysia i Liliana spały w tym samym pokoju, tuż obok na łóżku. Pamiętam też, że często próbowałem się ochronić przed Krzysztofem unikając wyjazdów sam na sam. Gdy chciał mnie gdzieś zabrać busem, prosiłem, żeby jechała z nami Marysia. Wtedy nic się nie działo. Gdy wybuchła afera, zastanawiałem się, czy nie napisać do Marysi, żeby ona wiedziała, że to nie jest wymysł czy spisek, że musi się z tym zmierzyć, bo te wszystkie ofiary zasługują na przyznanie się Krzysztofa, na to, żeby nie negować ich wspomnień, bo to prawda, ale ostatecznie nie byłem w stanie jej tego powiedzieć. Pewnie gdyby nie te kłamstwa w oświadczeniu, także bym milczał, ale to przelało czarę. Krzysztof musi ponieść karę. Nie można tak kłamać. Przez wiele lat ukrywałem wszystko, spotykałem Krzysztofa, unikałem bliższych relacji z nim, nie rozmawialiśmy o tym, co się stało w moim dzieciństwie, ale uważam, że powinien się przyznać, przeprosić wszystkie ofiary, bo zrobił im straszliwą krzywdę, zrobił wielką krzywdę innym dzieciom, które tego już nie zapomną do śmierci. My wszyscy mu ufaliśmy, był dla nas kimś bliskim, dobrym i nadużył tego zaufania w najgorszy możliwy sposób. Każde z nas zapewne myślało, że jest jedyne, dlatego też nie reagowało, dlatego się wstydziliśmy, uznawaliśmy, że trzeba to przemilczeć, że nie wolno nam oskarżyć kogoś, kto był dla nas na co dzień tak dobry. Teraz dopiero zdajemy sobie sprawę, jak nami manipulował, krzywdząc tak wiele osób.

Anna, była
żona Marka, zapowiada, że zrobi wszystko, żeby Krzysztof został
ukarany za swoje zbrodnie.

- Krzysztof zadzwonił do mnie po jednym z pana artykułów, przez pomyłkę, bo usiłował zadzwonić do mojej teściowej, mamy Marka. Powiedziałam mu, że o wszystkim wiem i także mama Marka wie i że nie ma sensu zaprzeczać, bo Marek nam o tym powiedział. Wysłuchał w milczeniu. Chyba wciąż nie zdaje sobie sprawy, jaką krzywdę wszystkim nam zrobił, jak skrzywdził całą rodzinę i tyle dzieci – mówi Anna.

Maria
Sadowska, córka Krzysztofa, znana piosenkarka i reżyserka (m.in.
„Sztuka Kochania. Historia Michaliny Wisłockiej”, film
wyprodukowany przez tragicznie zmarłego niedawno Piotra
Woźniaka-Staraka) nie komentuje sprawy ojca. Jedni fani starają się
ją wspierać, inni atakują i żądają zabrania głosu.

- To na pewno dla niej bardzo trudna sytuacja, ale wcześniej zabierała głos w sprawach społecznych, więc oczekiwanie ustosunkowania się do sprawy ojca jest uzasadnione. Na pewno nie można jej atakować za to, co robił ojciec, ale też nie można kierować uwagi w tę stronę, że to zagrozi jej karierze. Co mają powiedzieć osoby, którym karierę zniszczył Krzysztof, bo zamiast wspierać ich talent, wykorzystywał je seksualnie? - mówi osoba z rodziny Sadowskiego.

Niestety
bardzo dużo utalentowanych osób znikało nagle ze sceny. Część
dziś przyznaje, że z powodu molestowania lub gwałtów dokonanych
przez Sadowskiego. Część nie chce ze mną rozmawiać. Znam
nazwiska kilku znanych osób, które były prawdopodobnie ofiarami
Krzysztofa Sadowskiego, ale nie mogę wymuszać na nich wyznań.
Liczę na to, że widząc skalę tej afery, wykażą solidarność z
innymi ofiarami i zdecydują się jeśli nie na wypowiedź w mediach,
to zeznania w prokuraturze i sądzie.

W tej
chwili prokuratura sprawdza doniesienia dwóch kobiet, które
oskarżyły Sadowskiego o gwałty w końcu lat 90-tych. Szczegółowe
wyznania tych pań opublikowała „Gazeta Wyborcza”. Kilka dni
temu do prokuratury zgłosiła się trzecia osoba, która także
oskarżyła tego samego sprawcę o gwałty. Do mnie zgłosiło się
ponad 20 osób, które były molestowane, w tym kilka ofiar gwałtów.
Niestety większość czynów uległo już przedawnieniu. Niedawno
zgłosiła się jednak 22-latka, którą Sadowski próbował
molestować w 2017 r. Jest gotowa zeznawać w prokuraturze. Była
świadkiem zachowań wskazujących na molestowanie dwóch innych,
nieletnich dziewczynek. Z jedną z nich rozmawiałem, potwierdziła,
że Krzysztof Sadowski, mimo ponad 80 lat, ocierał się o nią,
macał po pupie i zachęcał do przyjścia do jego gabinetu (udał
się tam ojciec dziewczynki i wyjaśnił niestosowność zachowania
„staruszka”). Policja, jeśli tylko właściwie przeprowadzi
śledztwo, prawdopodobnie bez trudu ustali ofiary czynów
pedofilskich i molestowania, które nie uległy jeszcze
przedawnieniu. Niestety w śledztwie popełniono wiele błędów, nie
zabezpieczono dowodów, które mogły być istotne w sprawie. Pod
nadzorem prokuratury okręgowej być może tych błędów już nie
będzie, ale poprzednie są prawdopodobnie nie do naprawienia.

Krzysztof
Sadowski przez lata udoskonalał system doboru ofiar, jest pedofilem
zorganizowanym, seryjnym, bezwzględnym, wciąż niebezpiecznym dla
dzieci. Jego modus operandi (sposób działania) się powtarza:
próbował „delikatnie” molestować wiele dzieci, a z tymi, które
nie potrafiły się bronić, posuwał się coraz dalej, aż do
gwałtów – przy czym nie używał przemocy fizycznej tylko
psychiczną, nie reagując na opór ofiar i ich protesty. Gwałcił
dzieci w piwnicy swojego domu, w dwóch samochodach, w pokoju,
kawalerce na Wiejskiej, w bursach i podczas szkoleń. Potem przez
wiele lat część swoich ofiar kontrolował, starał się im pomagać
w życiu finansowo, dawał pieniądze i prezenty, załatwiał pracę.
Inne ofiary uciekały od niego, zrywały kontakt, ale nigdy nie
zapominały o tym, co im zrobił. Niektóre molestowane dziewczynki
były bardzo utalentowane, a przez molestowanie rezygnowały z
kariery, uciekały z show-biznesu.

Pierwsze
śledztwo w sprawie molestowania dzieci przez Krzysztofa Sadowskiego
miało miejsce po doniesieniu mamy 10-letniej Ewy Gajdy w 1992 r. Nie
doszło do gwałtu, Krzysztof Sadowski głaskał dziewczynki po
ciele, a przy Ewie rozpiął rozporek i przeraził dziewczynkę.
Relację Ewy potwierdza dziś Kasia, uczestniczka tych samych kolonii
i wielu zajęć w zespole „Tęcza”. Niestety, gdy było
prowadzone śledztwo, wystraszono dziewczynkę i odmówiła
pokazania, co robił jej Sadowski. Mam zgłoszenia o molestowaniu w
latach 70. Marek nie jest też jedynym mężczyzną, który był
molestowany przez tego sprawcę. Już po pierwszym artykule zgłosił
się do mnie 47-letni Piotr, którego Sadowski molestował na
początku lat 80-tych, po koncertach poezji śpiewanej Jana Pawła
II, które miały miejsce w kościołach. Sadowski jest zresztą
osobą bardzo religijną, wierzącą.

Kolejną
osobą, którą skrzywdził i która się do mnie zgłosiła jest
Justyna (imię zmienione), kobieta, którą Sadowski poznał w domu
dziecka. Gwałcił Justynę przez trzy lata (zaczął, gdy miała 14
lat). Mimo że dziewczynka się skarżyła, nikt nie reagował.
Niedawno ujawniła się też Olga Śmigielska, która w TVN24
opowiedziała o molestowaniu i gwałtach dokonywanych przez
Sadowskiego, przyjaciela jej ojca. Ojciec nie uwierzył Oldze, gdy mu
powiedziała o postępowaniu Krzysztofa.

Cała sprawa ma wiele wątków, w tym politycznych i finansowych, i jest niezwykle wstrząsająca. Wszystko ujawnimy w książce i filmie o kryciu pedofilii w show-biznesie, nad którym już pracuję.

Jeśli chcesz wspomóc to śledztwo i realizację filmu o kryciu pedofilii w Polsce zachęcam do udziału w zbiórce:

https://zrzutka.pl/pkw6ys

Możesz też wpłacać dobrowolne darowizny bezpośrednio na moje konto. Wszystko wykorzystam do zrobienia dobrego, niezależnego i bezkompromisowego dziennikarstwa:
Mariusz Zielke
84 1240 1024 1111 0000 0252 2171

Krzysztof Sadowski unika kontaktu ze mną, nie oddzwania, nie odpowiada na wiadomości, jego pełnomocnik prawny także nie odebrał ode mnie telefonu i nie odpowiedział na maila. Poniżej publikuję więc jego oświadczenie w tej sprawie, wydane kilka dni po pierwszych doniesieniach. Liliana Urbańska, z którą długo rozmawiałem na kilka dni przed pierwszym tekstem, okłamała mnie kilka razy (m.in. powiedziała, że dzieci nigdy nie spały w ich domu), dziś twierdzi, że jest tylko byłą żoną Krzysztofa (rozwiedzioną z nim 35 lat temu) i nie wypowiada się na jego temat w mediach. Odmówiła też zeznań w prokuraturze.

OŚWIADCZENIE KRZYSZTOFA SADOWSKIEGO

„W związku z pojawiającymi się w mediach nieprawdziwymi informacjami
dotyczącymi moich relacji z uczestniczkami programów telewizyjnych
„Tęczowy Music Box” i „co jest grane?” oraz podopiecznymi fundacji
„Tęcza”, stanowczo zaprzeczam stawianym mi zarzutom. Wszystkie
pojawiające się na mój temat „rewelacje” oparte są na pomówieniach
jednej osoby, której personaliów nie ujawnię, nie chcąc jej zaszkodzić.
Jest to osoba znana mi i mojej rodzinie od przeszło 20 lat i przez
większość tego czasu pozostająca z nami w bliskich stosunkach. Niestety,
w ubiegłym roku osoba ta poprosiła mnie o przekazanie jej dużej kwoty
pieniędzy, które miały posłużyć jej ułożeniu sobie życia. Nie będąc w
stanie spełnić tej prośby, ale też mając poczucie nadużycia naszej
przyjaźni –odmówiłem. Wówczas, było to w czerwcu ubiegłego roku, zerwała
kontakty z nami i skierowała przeciwko mnie zawiadomienie o podejrzeniu
popełnienia przestępstwa. Dokładna treść zarzucanych mi czynów nie jest
mi znana, gdyż –choć postępowanie toczy się już rok –nie zostałem w nim
przesłuchany ani jako świadek, ani tym bardziej jako podejrzany. O
toczącym się postępowaniu wiem tylko dlatego, że została w nim
przesłuchana w maju br. moja była żona. Chciałbym też wyraźnie
podkreślić, że przed publikacją dotyczących mnie materiałów nikt nie
podjął próby kontaktu ze mną w celu dowiedzenia się jak wygląda cała
historia z mojego punktu widzenia. Jestem osobą w podeszłym wieku i złym
stanie zdrowia. Kierowane wobec mnie publicznie oszczerstwa dodatkowo
ten stan pogarszają, podważając mój dorobek zawodowy i artystyczny oraz
godząc w moje dobre imię. Przede wszystkim jednak sprawa ta odbija się
fatalnie na mojej rodzinie, krzywdząc moją żonę i córkę. Staliśmy się
obiektem bezpośrednich ataków ze strony obcych nam osób, godzących w
naszą prywatność i poczucie bezpieczeństwa. Zachowanie mediów w tej
sprawie oceniam jako skandaliczne i nieodpowiedzialne. W poszukiwaniu
sensacji posunęły się one nie tylko do ataku na mnie, ale doprowadziły
do ataku na całą moją rodzinę. Dlatego też proszę i kieruję tę prośbę
zarówno do mediów, które już rzuciły się na mnie, jak i do takich, które
dopiero planują dołączyć do tej watahy, o powstrzymanie się od dalszego
szkalowania mnie i umożliwienie mi podjęcia obrony w przewidzianej do
tego procedurze karnej. Nigdy nie uchylałem się przed współpracą z
organami ścigania i jestem gotów –w miarę moich możliwości –pomagać w
wyjaśnieniu całej sprawy. Jednocześnie oświadczam, że wobec mediów i
osób mnie oczerniających podejmę kroki prawne w celu oczyszczenia
swojego imienia i dorobku.”